piątek, lutego 12, 2010
Bez tytułu
Prawdziwa literatura może istnieć tylko tam, gdzie powstaje [...] dzięki wysiłkowi szaleńców, pustelników, heretyków, marzycieli, buntowników i sceptyków".
Jewgienij Zamiatin
Widok z okna
Pomniki zaśnieżonych samochodów i pokreślona czarnymi smugami mała uliczka. Pusto.
Wyłaniający się z dolnego, prawego rogu robotnik, który prowadzi maszynę odśnieżającą, robiącą korytarze w śnieżnych zaspach… Gwizd z tyłu głowy.
A tak przestrzeń podzielona na wiele drobnych kwadratów, których granicami są stalowe płoty, latarnie i kamery video. Domy, które stoją na terenie tych kwadratów są popielato-żółte z oknami szczelnie zamykającymi dostęp do wnętrz lokali. Nudny widok.
Gdzieś w oddali widać pasmo lasu, ale też zaryglowane wysokim parkanem.
Mądrości starego pijaka
[…] Nadal utrzymywał się podział na frakcje. Nawet na rozwalonym podwórku za domem istniały sektory getta, sektory Malibu i sektory Bevery Hills. Na przykład najlepiej ubrani, w ciuchach od znanych projektantów, trzymali się razem. Każdy typ rozpoznawał swoich przedstawicieli i nie zradzał najmniejszych skłonności do zadawania się z pozostałymi. Dziwiło mnie, że niektórym z nich w ogóle chciało się przyjeżdżać do czarnego getta w Venice. Może uważali, że to będzie w dobrym stylu. Oczywiście, specyficznego posmaku dodawał temu wszystkiemu fakt, że wśród sławnych i bogatych roiło się od durnych cip i palantów, którzy załapali się gdzie po prostu na korzystną listę płac albo wzbogacili dzięki głupocie szerokiej publiczności. Zwykle nie mieli za grosz talentu, wizji ani ducha, choć w oczach publiczności uchodzili za pięknych, godnych szacunku i podobnych bogom. Zły gust zrodził dużo więcej milionerów niż dobry gust. Wszystko w końcu sprowadza się do tego, kto uzyska przewagę głosów. W kretowisku kret zostaje królem. Komu więc należało się to wszystko? Nic nie należało się nikomu…
Charles Bukowski "Hollywood".
poniedziałek, lutego 08, 2010
Diane Arbus i "Lśnienie "Kubricka
niedziela, lutego 07, 2010
Diane Arbus i kilka cytatów
Inspirujące cytaty z książki o Diane Arbus:
Diane fotografowała w New Jersey nie tylko trojaczki. Tam było wszystko: pustelnicy, nudyści, cyganki wróżące z ręki, magicy, Princeton i całkowicie zamknięte, mówiące swoimi narzeczami społeczności w górach, Kenneth Burke, czarni gangsterzy, palisades… W New Jersey znajdowała ukryte skarby: jeździła tam tak często, jak mogła.
[…]
Pod koniec lata, wbrew swoim idiosynkrazjom, Diane, idąc za radą Marvina Israela, wyruszyła w dwutygodniową podróż po Stanach Zjednoczonych. Zamierzała sfotografować to, o czym pisała we wniosku o stypendium Guggenheimów: lokalne uroczystości, obchody, parady, konkursy, zjazdy rodzinne, mecze baseballowe.
Z drogi wysyłała zaszyfrowane kartki do znajomych, na przykład do szkolnej przyjaciółki, Phyllis Carton, towarzyszki pierwszych wypraw w nieznane. "Wszystko wspaniałe, zapiera dech w piersiach. Czołgam się na brzuchu, jak w filmach. Może to zabrzmi dziwnie, ale odkryłam, że życie jest melodramatem".
Po powrocie napomykała, że przeżyła niezwykłe rzeczy, ale nie specyfikowała na czym ta ich niezwykłość polegała. Niebezpieczeństwa ją stymulowały, a ryzyko dawało przyjemność. Nie lubiła kompromisów. Potrafiła wdać się w rozmowę z kimś niebezpiecznym, by sprowokować konsekwencje. Dlaczego nie? Tylko przez takie inicjacje człowiek naprawdę może "przejrzeć na oczy", "poczuć". Diane wierzyła, że aparaty ją chronią, są jej tarczą: dopóki ma je przy sobie, nie może się jej przytrafić nic złego. Powiedziała komuś, że boi się jedynie tego, co tkwi w niej samej. Nigdy tego, co przychodzi z zewnątrz. To, co na zewnątrz, tak naprawdę nie jest w stanie jej dotknąć.
http://www.nysun.com/arts/arbus-traveling-circus/12576/
http://alechronicles.blogspot.com/
http://enfievre.blogspot.com/
sobota, lutego 06, 2010
Erotyczny sen
Chciałem wykorzystać każda chwilę, każdą sekundę liżąc łapczywie jej szyję, jej uszy, całując, prostacko wkładając swój język głęboko w jej usta. Widziałem, jak wypręża swoje podbrzusze, kurczy stawy to znów je rozluźnia. Luksusowa chwila miłości w zatęchłym małym mieszkanku, zapach ciężkich i obrzydliwych zmysłowo perfum zmieszany z zapachem potu i obejmującego mnie lęku.
W końcu wszedłem w nią, może nie tak delikatnie, jak powinienem, ale szybko i łapczywie. Zacząłem ruszać się, jak przygotowujący się do skoku kot wpatrzony z uwagą w małą ptaszynę. A ona jakby zapragnęła nowych doświadczeń, jakiejś zmiany. Objęła mnie mocno i przycisnęła.
środa, lutego 03, 2010
Zombie Flesh Eaters
Zombie Flesh Eaters
wtorek, stycznia 26, 2010
Pijąc gorącą herbatę...
Zima to okres wstrzymania oddechu, szybkich kroków i niezdarnych ruchów ciała na oblodzonym chodniku. To wtedy ludzie tulą się w sobie i zamykają twarze w ciemnych kapturach. Wówczas nawet nie musza już unikać wzroku niechcianych spojrzeń. Pory podczas których ulice pustoszeją są coraz dłuższe i miasto wygląda, jak wymarłe. Ci, którzy mają jeszcze to szczęście skrywają się w gromadzie najbliższych, czy przyjaciół. Jednak niektórzy nie mają już tego szczęścia ani nawet i domu, w którym mogliby się ogrzać. Ich ciała powoli schłodzone samotnością i mrozem zamieniają się w niechciane pomniki.
Zimą przypomina mi się zbrodnia, kaźń obozów koncentracyjnych, w których ogołocone/ogołoceni ze wszystkiego więźniarki i więźniowie byli zmuszeni stać na mrozie po dwadzieścia godzin. Czy są wśród nas i tacy wyczynowcy, których nie widzimy bowiem zamykamy wzrok pod ciemnym i głębokim kapturem. Obawiam się, że tak w istocie jest. Czy te mrozy w końcu nie zelżeją?
piątek, stycznia 22, 2010
Ponownie Robert Frank
Czy to mnie inspiruję, chyba już nie, ale są i tak niesamowite.
Zakończenie
niedziela, grudnia 13, 2009
Rozmowa w progu
Rozmawialiśmy, że tak powiem: w progu, w przerwie między tym, co już nastąpiło, a tym, co dopiero miało nastąpić, prawdziwa sytuacja "w rozkroku", zawieszenia, krótkiej, tymczasowej i często kurtuazyjnej rozmowy. Nawet przestrzeń sprzyjała takiej sytuacji, bo rozmawialiśmy w drzwiach, w przejściu. Nawet można dodać coś jeszcze. Obaj jesteśmy w wieku, w którym przechodzi się "na drugą stronę", w którym mężczyzna wchodzi w tzw. "smugę cienia".
Nasza rozmowa miała miejsce na wystawie niezależnej sztuki współczesnej w monstrualnym budynku, który można traktować, jako pamiątkę po polskim komunizmie.
- Spotykasz się teraz z tym nihilistą – zapytał mój znajomy.
- Kogo masz na myśli?
- Jak to kogo? "M". Uważaj na niego – on zwariował.
- Zwariował?
- No, wiesz to frustrat. Zaczął brać amfetaminę. Ma już prawie czterdzieści lat i wydał tylko jedną książkę i to też nienajlepszą, a powinien dokonać już znacznie więcej, bo jest bardzo zdolny. Życzę mu wszystkiego najlepszego.
- Tak? Co ty opowiadasz? Jak się z nim ostatnio widziałem to pił tylko herbatkę owocową.
- To dobrze. Rzeczywiście miał kiedyś problemy z alkoholem, ale z tego wyszedł, a potem wszedł w amfę.
- Wiesz, chyba musze już lecieć.
- Już? Co ty taki w przebiegu jesteś? Za dużo ludzi, co?
- Tak. Jak jest tyle osób to mózg zaczyna mi się lasować.
- Wiesz, ja też chyba musze się trochę towarzysko poudzielać, no to pa.
- Pa.
wtorek, listopada 03, 2009
Zapiski na temat sadomasochizmu
To, co zastanawia mnie w sadomasochizmie to ścisłe powiązanie przyjemności z bólem, poniżeniem i wykluczeniem. Przyjemność to zwykle dla większości ludzi zupełnie coś innego – ulga, rozkosz, uznanie i akceptacja. Dlaczego zatem znajdują się wśród nas tacy, którzy szukają przyjemności w sytuacjach, przedmiotach, zachowaniach, które łączą się z ciemną stroną ludzkiej natury: cierpieniem i rozpaczą?
Od początku sadomasochizm – szczególnie w dyskursie naukowym - traktowano, jako dewiację, coś nienaturalnego i właśnie nie zgodnego z "ludzką naturą". A to może oznaczać, że to, jak podchodzi się do zjawiska sadomasochizmu może być cenną wskazówką, jak ogół społeczeństwa definiuje coś co jest "normalne", a co nie jest, co jest zgodne z powszechnie przyjętym obrazem cech i właściwości człowieka, a co nie jest.
Zjawisko sadomasochizmu zostało wpierw oznaczone i zdefiniowane w obszarze nauk medycznych, szczególnie tych związanych z leczeniem ludzkiej duszy – psychologii, czy psychiatrii, ale też powiązane z badaniem ludzkiej seksualności (seksuologia). W obu przypadkach zostało ustawione obok innych "przerażających" i "odrażających" wynaturzeń, zboczeń, perwersji, chorób, dewiacji.
Pytanie: skąd się wzięło określenie "dewiacja", co oznaczało/oznacza takie określenie, jak "ludzka natura", które przecież mimo, że zostało wyklęte z obszaru dopuszczalnych w nauce pojęć nadal implicite jest obecne w naszym języku, rozważaniach, tekstach i stanowi główny punkt odniesienia dla wielu różnych, często zwalczających się stanowisk, postaw, wierzeń i poglądów.
Pytanie: czy rzeczywiście pojęcie sadomasochizmu zostało pierwszy raz użyte na gruncie psychiatrii i czy czasem wcześniej nie funkcjonowało pod może inną nazwą, ale nie, jako coś odrażającego? Jak postrzegano wcześniej zjawisko sadomasochizmu?
czwartek, września 10, 2009
Życie na przedmieściach miasta
Praca-dom-praca-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen…
W międzyczasie krótkie smakowanie rakotwórczych chipsów przed kolejnym odcinkiem MEGASERIALU, MEGAPROGRAMU, MEGAMECZU, a potem wreszcie zasłużony odpoczynek w drewnianej skrzynce, na placu za miastem, pod dwoma skrzyżowanymi prostopadle do siebie kijkami z leszczyny.
Ale między wierszami można odnaleźć mroczne i zapomniane przez MAINSTREAM światy, które funkcjonują na uroczych i pozamykanych szczelnie osiedlach, które kryją w sobie piekło rodzinnej stabilizacji i cichych dni ale i lęk przed utratą statusu, który tak dużym wysiłkiem został wypracowany w korporacji nie mającej granic.
Moraliści są tylko moralistami na łamach prasy, czy pojawiają się od czasu do czasu w programach telewizyjnych, a w nocy uprawiają seks z młodymi dziwkami, zaś rano zaspani szukają po omacku swojej sztucznej szczęki.
Głębokie wykopy, remontowane drogi, place zabaw, prywatne przedszkola i w tym ukryte w brudnych chaszczach nie ścinanej od miesięcy trawy grupki pijaczków i lokalnych meneli – oto o czym nie lubimy rozmawiać i na co nie lubimy patrzeć.
Liczą się dźwięki nocnego metra, starych, wysłużonych autobusów wożących pijanych nastolatków i bezdomnych - oto prawdziwy orgazm, który co wieczór przeżywa nasze miasto.
sobota, sierpnia 29, 2009
Posmodernistyczny bohater
Mam postmodernistyczną biografię i należę do klasy „pogranicza”.
Co to znaczy?Pod postmodernistyczną biografią kryje się życie, które nie jest organizowane na bazie określonych celów, klarownego przebiegu kariery, ale na zasadzie rozmaitych doświadczeń, zawodów i miejsc.
Trudno ująć je w zrozumiałe dla przyszłego pracodawcy cv, bo prace, miejsca przez które przebiega są tak rozmaite i różnorodne i trwają tak krótko, że nie ma sensu ich spisywać w formie historii. To raczej „odpryski”, „ścinki”, „notatki” niż historia zaczynająca się od słów „urodziłem się”, a potem „pracowałem” to tu i jeszcze tu.Nie. To raczej krótkie próby chwycenia się czegoś lub zrozumienia, co chce się robić, co fascynuję i przyciąga, a co nuży i odpycha.
Bo jakże można inaczej opowiedzieć komuś, że pracowało się na budowie, medytowało w ośrodku zen, podróżowało bez celu, wstawało o piątej rano aby iść do fabryki, montowało wystawy, było badaczem rynku w wielkim koncernie medialnym i wciąż poszukuje się nowych zajęć, miejsc i sytuacji.A znaczenie klasy „pogranicza”? No cóż to podobna sytuacja wynikająca z postmodernistycznej biografii. Pochodzenie chłopskie, rodzina mająca pretensje do inteligencji, wczesne ambicje bycie nie wiadomo kim, a potem wciąż na nowo próba załapania się na parę groszy od przypadku do przypadku, raz większych, a raz zupełnie małych.
Nie wiadomo kiedy i na jakim momencie skończę tworzenie zapisków, zbieranie „wycinków”. Może nagle obudzę się przywalony stertą gazet i niedopałków? Może stanę się kimś ważnym i o wszystkim zapomnę, a może wciąż będę zapisywał wciąż nowe notatniki?poniedziałek, sierpnia 10, 2009
Koszmar z przyszłości
Śnił mi się koszmar i to taki, jakiego dawno nie śniłem. Znajdowałem się w mieście i chyba była to Warszawa, ale jakaś zupełnie mi nie znana. Było to miasto pełne kontrastów. Wielkie, ponure drapacze chmur w centrum – aluminium i metal rażący w oczy, zaś peryferia zajęte przez ciemne i cuchnące ulice, szare betonowe bloki, pokraczne budki z chińskim jedzeniem. I do tego jeszcze ci przechodnie, którzy patrzyli się z wrogością w oczach. Snujące się gnomy, stare baby lub pędzący na złamanie karku kasożercy w drogich garniturach.
I do tego jeszcze trwała okupacja. Miasto zostało zajęte przez obce wojska i na ulicach natknąć można się było na patrole żołnierzy, ale nie tylko żołnierzy. Obce wojska do zastraszenia miejscowej ludności korzystali z pomocy pokracznych i przerażających, prawie dwu-metrowych stworów, które przechadzały się ciężkim krokiem dźwigając w rękach olbrzymie karabiny maszynowe. Poznać można było, że nadchodzą po drżącej ziemi i cuchnącym powietrzu.
Byłem prawdziwym bohaterem cenionym przez miejscową ludność. Jednak mnie złapali. Założyli mi na głowę metalową klatkę i pokutny worek. Czułem się upokorzony. Oprowadzali mnie, jak jakąś małpę przez ulice miasta. W końcu zaprowadzili mnie na główny plac aby wykonać egzekucję. Obudziłem się zlany potem.







