"Tak czy inaczej, pisanie to nie wyznanie. Pisanie to archeologia. Przekopuję się przez warstwy siebie i znajduję artefakty, o których nie wiedziałem, że je zakopałem."znalezione gdzieś podczas przeglądania któregoś tam substacka
notatki z otchłani
"Tak czy inaczej, pisanie to nie wyznanie. Pisanie to archeologia. Przekopuję się przez warstwy siebie i znajduję artefakty, o których nie wiedziałem, że je zakopałem."znalezione gdzieś podczas przeglądania któregoś tam substacka
Tarantino w filmie “Kill Bill” z niezwykłą maestrią bawi się formą, kadrem, ale też perfekcyjnie buduje napięcie i podkręca do granic niemożliwości emocje przy pomocy wyśmienitej muzyki.
Przykład japońskiego drzeworytu stylu Ukiyo-e autorstwa Utagawa Hiroshige
W poszukiwaniu analogii i tropów sięgnął bym nawet jeszcze dalej do średniowiecznych eposów i opowieści.Inne smaczki i niuanse
W tym filmie, jak też w innych swoich filmach Tarantino kolejny raz dał upust swojej fiksacji na punkcie kobiecych stóp. Najbardziej chyba poruszająca jest scena, jak główna bohaterka próbuję siłą woli albo wręcz przy użyciu jakiś mentalnych technik pracy nad umysłem uruchomić swoje stopy z letargu, po czteroletniej śpiączce. Ale i później widzimy sceny, gdzie pierwszoplanową rolę odgrywają kobiece stopy: mamy ujęcie coś jakby damskich espadryli, które zakłada na jedwabne pończochy jednooka Elle Driver przygotowując się aby uśmiercić Czarną Mambę, mamy ujęcie stóp asystentki O-Ren Ishii, Sofie Fatale w seksownych sandałkach podczas jazdy samochodem, mamy ujęcie kobiecych stóp tym razem w japońskich sandałkach samej O-Ren Ishii podczas walki z Beatrix w japońskim śnieżnym ogrodzie. Pewnie takich scen jest tam jeszcze więcej, no i sama główna bohaterka biega po ekranie najczęściej boso!W poszukiwaniu własnej duszy
Mamy w końcu dwóch mistrzów, a tak naprawdę trzech, pod których przewodnictwem Beatrix szkoli swoje umiejętności walki i nabiera hartu ducha. Pierwszy to Bill, który jest jej początkowym mentorem i niejako inicjuje ją do świata zła i śmierci. Drugi to Hattori Hanzo wirtuoz japońskiej sztuki walki mieczem. To on dowiadując się o planie zemsty, jaki ma Beatrix wobec Billa zgadza się wykuć specjalnie dla niej swój najdoskonalszy miecz. Trzeci to Pan-Mei chiński mistrz kung-fu, który uczy główną bohaterkę tajemniczej, ale i śmiercionośnej techniki pięciu palców.[1] Hołd dla kina studia Shaw Brothers: Pai Mei jest bezpośrednim nawiązaniem do postaci z klasycznych chińskich filmów kung fu z lat 70. i 80., często granych przez aktora Lo Lieha. To ukłon Tarantino w stronę gatunku Wuxia. por. https://en.wikipedia.org/wiki/Shaw_Brothers_Studio
[2] por. np. japoński serial o legendarnym japońskim wojowniku Musashi Miyamoto https://www.filmweb.pl/serial/Miyamoto+Musashi-1984-136079
[3] por. scena walki pomiędzy Czarną Mambą, a O-Ren Ishii w japońskim ogrodzie, która filmowana jest tak jakby była właśnie bezpośrednio wzorowana na obrazach Ukiyo-e https://en.wikipedia.org/wiki/Ukiyo-e Ale według niektórych ten fragment filmu jest jest “bardzo zainspirowany stylistyką z "Lady Snowblood" (1973) Toshiva Fujita. Tarantino wykorzystał nawet oryginalny utwór "Shura no hana" w wykonaniu grającej w nim główną rolę Meiko Kaji”. por. https://film.interia.pl/mocny-temat/news-ten-film-mial-wygladac-zupelnie-inaczej-hit-tarantino-po-23,nId,22600413
(https://www.filmweb.pl/film/Krwawa+Pani+%C5%9Aniegu-1973-118658).
Taki fragment dziś wynalazłem.
Zdradzę ci sekret: są redaktorzy, którzy ciągle wyszukują dobre teksty, zwłaszcza od osób, które jeszcze nie zostały „odkryte”. Niezależnie od tego, czy aktywnie piszesz książkę, pracujesz nad projektem, czy też nad nim, kluczowe jest ciągłe pisanie. Ciągłe czytanie. Ciągłe życie. Pisałem latami, nie publikując. Przez lata publikowałem w chrześcijańskich magazynach, nigdy nie otrzymując za to wynagrodzenia. Pisałem i pisałem, a dyscyplina mnie ukształtowała. Przygotowała mnie. Kiedy nadszedł czas, zaproponowano mi napisanie książki, zamiast samemu szukać okazji.
Podobno autor Hunter S. Thompson przepisał na maszynie każde słowo „ Wielkiego Gatsby'ego” , żeby poczuć, jak to jest pisać na takim poziomie. Za każdym razem, gdy czytasz, stajesz się uczniem pisania. Czytanie nigdy nie jest stratą czasu dla pisarza, a pisanie nigdy nie jest stratą – nawet jeśli na zawsze pozostanie w folderze na twoim laptopie.
Pisarze, których kocham najbardziej, to ci, którzy piszą dla przyjemności – którzy pewnego dnia próbują swoich sił w poezji ot tak, po prostu – i nie dzielą się esejem czy wierszem tylko po to, by promować książkę. Naprawdę zależy im na swoim rzemiośle, poza pieniędzmi, jakie mogą dzięki niemu zarobić. Widać to po tym, co piszą i czym dzielą się przez lata. Jeśli naprawdę jesteś pisarzem, będziesz pisał przed i po, nawet jeśli nigdy nie otrzymasz upragnionej oferty wydawniczej.
Jeden z redaktorów działu zakupów powiedział mi, że jego rada dla pisarzy brzmi: „pisz o tym, co przynosi ci radość, a jeśli przyniesie ci to sławę, niech tak będzie…”. Moimi ulubionymi projektami pisarskimi były te, które nie wpisywały się w żaden typowy schemat wydawniczy, ale dawały mi impuls, dając szansę na rozwinięcie mojego głosu, warsztatu, a nawet teologii. Jeśli zawsze piszemy z myślą o publikacji, nie podejmiemy ryzyka niezbędnego do rozwoju jako pisarze.
Znalezione na So You Want to Write a Book?
Miałem sen. Powiedzieć, że był to koszmar to jakby nic nie powiedzieć. Pierwszy raz odczułem, tak do trzewi, tak do cna, do prawdziwej głębi, że obok mnie czai się prawdziwe zło.
Śniło mi się, że śpię leżąc dokładnie w tym samym łóżku, w którym sypiam co noc. Wszystko wokół mnie było dokładnie takie samo tak jak zwykle jest kiedy kładę się do łóżka idąc spać. Miałem wrażenie, niezwykle dojmujące, że to nie jest sen, a najzwyklejsza rzeczywistość. I w tej oto „rzeczywistości” poczułem wpierw w sposób bardzo delikatny, wręcz z pozoru niezauważalny, że coś się zbliża. Z czasem to uczucie było coraz bardziej dojmujące, a w końcu poczułem je tak silnie, że aż zaparło mi dech, poczułem przeraźliwie narastający strach, tak silny, że wydało mi się, że staje moje serce zaraz stanie z przerażenia.
W pewnym momencie na mojej pościeli przyfrunął duży, wręcz olbrzymi czarny motyl. Wówczas nie wytrzymałem. Krzyknąłem, a moje ciało wygięło się w poł i podskoczyło do góry.
Nigdy wcześniej nie odczułem czegoś podobnego. Odczucie zła, prawdziwego, przejmującego zła było tak silne, że nigdy wcześniej nie czułem tak silnego przerażenia. Rzeczywistość psyche czasem jest tak silna, że przesłania wszystko inne. A może to nie był sen? I rzeczywiście doświadczyłem obecności prawdziwego ZŁA?
Nauczyłem się, że żaden system nie jest doskonały. Nie ma barier nie do pokonania, a wszelkie przeszkody są po prostu wyzwaniem. Hakerzy wyznają przekonanie, że jeśli przyjrzymy się wystarczająco uważnie dowolnemu systemowi – niezależnie od tego, czy będzie to pojedynczy komputer, sieć, czy nawet społeczeństwo – zdołamy wykryć w nim luki i dostrzec jego słabe punkty. Jako gej przykuty do wózka szybko pojąłem, jak działają systemy władzy. Ale dopiero jako haker zrozumiałem, że każdy system ma słabe strony, które można wykorzystać.
Christopher Wylie „Mindf*ck. Cambridge Analytica, czyli jak popsuć demokrację, str. 24