Tarantino w filmie “Kill Bill” z niezwykłą maestrią bawi się formą, kadrem, ale też perfekcyjnie buduje napięcie i podkręca do granic niemożliwości emocje przy pomocy wyśmienitej muzyki.
Ach, co to była za uczta!
Ile wrażeń, emocji, skojarzeń pojawiło się mojej głowie podczas oglądania kolejny raz filmu Tarantino z przepiękną Umą Thurman, która stworzyła jedną z najbardziej ikonicznych bohaterek w historii kina.
Nadal mam przed oczami niektóre sceny, słyszę dialogi, muzykę. Potężny ładunek inspiracji i pomysłów na nowe poszukiwania i lektury. Obejrzenie kolejny raz “Kill’a Bill’a” i to na dużym ekranie w kinie z dobrym udźwiękowieniem było bardzo intensywnym doświadczeniem, dawno już niczego tak mocno nie przeżywałem.
To film o mocno zakrzywionej, ale intensywnej miłości pomiędzy kobietą, a mężczyzną, miłości matki do dziecka, historia o zemście, w którymTarantino bawi się kliszami, całymi garściami czerpie z różnych gatunków filmowych (kino gangsterskie, amerykańskie kino drogi, filmy o Dzikim Zachodzie, chińskie filmy o kung-fu[1] i japońskie filmy o samurajach[2] , horrory o zombie, komedie, anime, a może nawet i japońska technika drzeworytów Ukiyo-e[3].
Przykład japońskiego drzeworytu stylu Ukiyo-e autorstwa Utagawa Hiroshige
W poszukiwaniu analogii i tropów sięgnął bym nawet jeszcze dalej do średniowiecznych eposów i opowieści.Może to i bajka, ale jaka bajka! Opowiedziana tak, że aż zapiera dech. Nie wierzysz własnym oczom, że to się dzieje naprawdę, zaciskasz dłonie w pięść i nie możesz się doczekać, co będzie dalej. Mimo, że widziałem ten film wiele razy to teraz przeżywałem go tak, jakbym widział go pierwszy raz, a nawet więcej, zacząłem dostrzegać w nim drobne detale, pojawiały się skojarzenia z innymi filmami, z tym, co do tej pory przeżyłem, widziałem to w gestach, mimice, napięciu głównych bohaterów – wszystko to wcześniej gdzieś mi umknęło.
Wcześniej oglądałem ten film bardziej poprzez jego formę teraz widziałem tam nie tylko treść, ale jakieś drugie i nieoczywiste dno. Nie widziałem już tylko tego, co jest na pierwszym, ale co jest i na drugim planie.
Przede wszystkim postać, którą gra Uma Thurman, z jednej strony bezwzględna, pełna determinacji mścicielka i morderczyni, a z drugiej pełna kobiecości i wrażliwości kobieta. Samo imię Beatrix wywodzi się od łacińskiego Beatus (błogosławiony/szczęśliwy) oraz przyrostka -trix, oznaczającego sprawczynię, kobietę wykonującą czynność. Beatrycze (Beatrice Portinari) to najważniejsza postać w twórczości Dantego, jego ukochana i muza, która w Boskiej Komedii przeprowadza go przez Raj. Jest symbolem łaski bożej i boskiej mądrości. Beatrycze to również męczennica rzymska. Śmierć za wiarę poniosła chyba za czasów Dioklecjana, prawdopodobnie około r. 303. W niektórych redakcjach widnieje pod dniem 29 lipca jako Viatrix. Jej krótka forma to Bea, Pszczoła.
Drugi człon jej imienia Kiddo to potoczne, angielskie określenie oznaczające: dzieciaka, malucha, dziecinę lub po prostu dziecko. Jest to czuła, często pieszczotliwa forma zwracania się do osoby młodszej (dziecka, wnuka, czasem młodszego przyjaciela). Czasami kiddo może brzmieć nieco protekcjonalnie, jeśli używa go osoba dorosła do innej osoby dorosłej, sugerując jej brak doświadczenia.Czy zatem Beatrix Kiddo to postać o dwóch twarzach: błogosławionej (zatem też tej, która nosi w sobie nowe życie), ale jednocześnie kobiety aktywnej, która dojrzewa aby końcu dojście do swojej takości?
Jej oryginalne piękno, ale też jej gesty, sposób poruszania, wypowiadane słowa i to w jaki sposób je wypowiada, mimika twarzy – wszystko to poruszało w mojej świadomości coś ulotnego, a jednocześnie stawało się pożywką dla pojawiających się całej masy skojarzeń, uczuć, emocji. Nie widziałem tam ani przez moment jakiejś najmniejszej dozy sztuczności, może rzeczywiście to postać z komiksu, ale przecież są i takie komiksy, w których dramaturgia postaci jest dopracowana do perfekcji, że obcując z tego rodzaju medium zapominamy na moment, że to tylko komiks. Archetyp wojowniczki, kobiety, z która pragniesz spędzić resztę życia, czy wzorzec matki, która jest pełna zachwytu i czułości wobec swojego dziecka.
I ta ostatnia rozmowa pomiędzy z nią, a Billem. Miałem wrażenie, że to rozmowa, starego, dobrego małżeństwa, które podsumowuje swoje życie, co wyszło, a co nie, co było prawdziwe, a co było tylko fantazją w ich związku. Rozmowa o rozwianych marzeniach, skrywanych urazach, lękach, cały ciężar wspólnie spędzonych lat, jakby metafora takiego wieloletniego związku. Jako widz nie mam wątpliwości, że Bill to morderca, okrutnik, pełen namiętności urażony narcyz, który jest gotów okrutnie zemścić się nad swoją dziewczyną, która go zostawiła. A jednak widząc i słuchając tej rozmowy na moment jakby zapominasz, co się stało, że wydarzyła się okropna tragedia to przez chwilę jest jedynie tłem, coś jeszcze iskrzy w powietrzu, czy masz tylko takie wrażenie?
A historia o Supermanie, którą Bill opowiada Beatrix? To już jakby komiks w komiksie, nieprawdaż? Jeśli w swoim filmie Tarantino odwołuje się wprost do komiksu to nawiązanie do Supermana, który jest bohaterem stricto komiksowym jest jakby kolejną komiksową opowieścią. Ale to nie koniec, bo wprost sama historia o Supermanie ma na celu ukazanie podwójnej natury głównej bohaterki, czy jej prawdziwą naturą jest zawodowa zabójczyni, czy też ta, dla której dla niej okazała się najbardziej istotna, czyli rola matki? Poza tym czy tu nie kryje się także pytanie o naturę każdego związku pomiędzy kobietą, a mężczyzną albo jeszcze głębiej odwołuje się do naszego postrzegania samych siebie, czy jesteśmy Tym kim uważamy się, że jesteśmy wobec samych siebie, czy jesteśmy kimś, kogo odgrywamy w codziennych sytuacjach wobec innych?
Scena, którą trudno zapomnieć, prawdziwy majstersztyk, dotykająca spraw życia i śmierci, miłości, zdrady, intymności, nowych narodzin, przesunięcia uwagi na zupełnie nowe priorytety i to przesunięcie uruchamia potem cały szereg wypadków, o których przecież opowiada film wyreżyserowany przez Tarantino. Pewien użytkownik na którymś tam forum skomentował jeden z dialogów w tej scenie - moim zdaniem - niezwykle celnie: „prawie że najpoważniejszy dialog w filmie rozgrywa się podczas przygotowywania kanapek!”
I jeszcze historia związana z Buddem bratem Billa? Sama postać Budd’a, w którą wcielił się Michael Madsen nie różni się znowu tak mocno od tego kim był naprawdę w swoim życiu (aktor zmarł zaledwie rok temu w wieku 68 lat po wielu dość niefortunnych historiach i wpadkach, które przeżywał najprawdopodobniej w wyniku samobójstwa swojego 24-letniego syna, a i wcześniej nie należał do świętoszków).
Widać to na jego twarzy, widać to w jego ruchach, jego głosie. I ta rozmowa pomiędzy nim, a Billem, jak siedzi w swojej przyczepie, pije piwo, jego wzrok jest utkwiony nie wiadomo gdzie. I jego słowa: o odkupieniu win i gotowości na śmierć. I to, jak traktuję potem Beatrix Kiddo, z jednej strony grzebie ją żywcem, ale z drugiej daje latarkę. Po co? Aby jeszcze bardziej mogła cierpieć, powolnie konając w blasku światła? Czy robi to wszystko po to by uzyskać milion dolarów za miecz Hanzo swojego brata od Vernity Green? A może wszystko to niejako „ustawia” pozoruje swoje okrucieństwo aby odkupić swoją winę? Bo przecież właśnie ginie niejako od ukąszenia „Czarnej Mamby”.
Inne smaczki i niuanse
W tym filmie, jak też w innych swoich filmach Tarantino kolejny raz dał upust swojej fiksacji na punkcie kobiecych stóp. Najbardziej chyba poruszająca jest scena, jak główna bohaterka próbuję siłą woli albo wręcz przy użyciu jakiś mentalnych technik pracy nad umysłem uruchomić swoje stopy z letargu, po czteroletniej śpiączce. Ale i później widzimy sceny, gdzie pierwszoplanową rolę odgrywają kobiece stopy: mamy ujęcie coś jakby damskich espadryli, które zakłada na jedwabne pończochy jednooka Elle Driver przygotowując się aby uśmiercić Czarną Mambę, mamy ujęcie stóp asystentki O-Ren Ishii, Sofie Fatale w seksownych sandałkach podczas jazdy samochodem, mamy ujęcie kobiecych stóp tym razem w japońskich sandałkach samej O-Ren Ishii podczas walki z Beatrix w japońskim śnieżnym ogrodzie. Pewnie takich scen jest tam jeszcze więcej, no i sama główna bohaterka biega po ekranie najczęściej boso!W tym filmie zachwyca właśnie to, że jest zbudowany z szeregu klisz, postacie są przerysowane, tak jakby zostały właśnie narysowane przez rysownika komiksu. Komiksowość tego filmu widać też w natłoku przemocy i walk w ich przesadnym okrucieństwie, które miejscami staje się wręcz komiczne. I to, jak tryska krew? Dokładnie tak samo, jak jest to przedstawianie w komiksach.
A mimo to, a może właśnie dlatego jest to pełnokrwista, pasjonująca historia. I nie zgadzam się z tym, że jest to nieustanne odwoływanie się do tego, co już było. Tak w istocie jest, ale cała tajemnica tego filmu, jego niepowtarzalność polega właśnie na tym, że owe klisze, powtórzenia są jego siłą, jego unikalną wartością i pozwalają zobaczyć znacznie więcej, poczuć znacznie głębiej gdyby ich nie było.
Bo na przykład nie wyobrażam sobie jakże inaczej miałaby zostać opowiedziana historia szefowej tokijskiej yakuzy O-Ren Ishii, jak właśnie przy pomocy animacji. Gdyby Tarantino nakręcił ją wykorzystując „tradycyjne” techniki filmowe wszystko zlało by się z pozostałymi elementami opowieści. A okrucieństwo tej historii mogłoby okazać się nie do zniesienia dla niektórych widzów. A tak widzimy świat jakby odrealniony, trochę tak, jak sami opowiadamy sobie o naszych własnych historiach i traumach z dzieciństwa. Z pewnością Tarantino używa tu anime w celu podniesienia atrakcyjności swojego filmu, ale jednocześnie wchodzi w konwencje naszych własnych technik wypierania bolesnych przeżyć.
W poszukiwaniu własnej duszy
Mamy w końcu dwóch mistrzów, a tak naprawdę trzech, pod których przewodnictwem Beatrix szkoli swoje umiejętności walki i nabiera hartu ducha. Pierwszy to Bill, który jest jej początkowym mentorem i niejako inicjuje ją do świata zła i śmierci. Drugi to Hattori Hanzo wirtuoz japońskiej sztuki walki mieczem. To on dowiadując się o planie zemsty, jaki ma Beatrix wobec Billa zgadza się wykuć specjalnie dla niej swój najdoskonalszy miecz. Trzeci to Pan-Mei chiński mistrz kung-fu, który uczy główną bohaterkę tajemniczej, ale i śmiercionośnej techniki pięciu palców.Każdy z nich jest inny i funkcjonuje niejako w innym świecie wartości. Bill to wyrachowany, przebiegły, zawodowy zabójca, Hattori Hanzo to pełen honoru, wyznawca samurajskich cnót i w końcu Pan-Mei to amoralny i zgryźliwy starzec skupiony można by powiedzieć jedynie na sile woli i doskonaleniu techniki, chociaż i dla niego ważna jest godność, pokora i wola walki. Wszyscy trzej niejako wyznaczają kluczowe punkty przez, które przebiega proces przemiany głównej bohaterki. Ta przemiana zaznaczona jest symbolicznie chociażby, że przez część filmu jej imię jest niejako “wykropkowane”. Jej prawdziwa tożsamość ujawnia się dopiero przy końcu filmu.
Wszyscy trzej wyznaczają kolejne poziomy, na które wspina się Beatrix w doskonaleniu swoich umiejętności, ale również w swoim duchowym rozwoju. Bill rozpoczyna ten proces, Hattori Hanzo wzmacnia jej wiarę w siebie, zaś Pan-Mei poddaje jej charakter surowej próbie natomiast ponownie Bill go kończy swoją zasłużoną śmiercią tym samym ponosząc zarówno konsekwencje tego, że wprowadził Beatrix w świat zawodowych morderców, jak i tego, że sam próbował ją zamordować.
[1] Hołd dla kina studia Shaw Brothers: Pai Mei jest bezpośrednim nawiązaniem do postaci z klasycznych chińskich filmów kung fu z lat 70. i 80., często granych przez aktora Lo Lieha. To ukłon Tarantino w stronę gatunku Wuxia. por. https://en.wikipedia.org/wiki/Shaw_Brothers_Studio
[2] por. np. japoński serial o legendarnym japońskim wojowniku Musashi Miyamoto https://www.filmweb.pl/serial/Miyamoto+Musashi-1984-136079
[3] por. scena walki pomiędzy Czarną Mambą, a O-Ren Ishii w japońskim ogrodzie, która filmowana jest tak jakby była właśnie bezpośrednio wzorowana na obrazach Ukiyo-e https://en.wikipedia.org/wiki/Ukiyo-e Ale według niektórych ten fragment filmu jest jest “bardzo zainspirowany stylistyką z "Lady Snowblood" (1973) Toshiva Fujita. Tarantino wykorzystał nawet oryginalny utwór "Shura no hana" w wykonaniu grającej w nim główną rolę Meiko Kaji”. por. https://film.interia.pl/mocny-temat/news-ten-film-mial-wygladac-zupelnie-inaczej-hit-tarantino-po-23,nId,22600413
(https://www.filmweb.pl/film/Krwawa+Pani+%C5%9Aniegu-1973-118658).


