niedziela, lutego 07, 2010

Diane Arbus i kilka cytatów



Inspirujące cytaty z książki o Diane Arbus:

Diane fotografowała w New Jersey nie tylko trojaczki. Tam było wszystko: pustelnicy, nudyści, cyganki wróżące z ręki, magicy, Princeton i całkowicie zamknięte, mówiące swoimi narzeczami społeczności w górach, Kenneth Burke, czarni gangsterzy, palisades… W New Jersey znajdowała ukryte skarby: jeździła tam tak często, jak mogła.




[…]

Pod koniec lata, wbrew swoim idiosynkrazjom, Diane, idąc za radą Marvina Israela, wyruszyła w dwutygodniową podróż po Stanach Zjednoczonych. Zamierzała sfotografować to, o czym pisała we wniosku o stypendium Guggenheimów: lokalne uroczystości, obchody, parady, konkursy, zjazdy rodzinne, mecze baseballowe.






Z drogi wysyłała zaszyfrowane kartki do znajomych, na przykład do szkolnej przyjaciółki, Phyllis Carton, towarzyszki pierwszych wypraw w nieznane. "Wszystko wspaniałe, zapiera dech w piersiach. Czołgam się na brzuchu, jak w filmach. Może to zabrzmi dziwnie, ale odkryłam, że życie jest melodramatem".

Po powrocie napomykała, że przeżyła niezwykłe rzeczy, ale nie specyfikowała na czym ta ich niezwykłość polegała. Niebezpieczeństwa ją stymulowały, a ryzyko dawało przyjemność. Nie lubiła kompromisów. Potrafiła wdać się w rozmowę z kimś niebezpiecznym, by sprowokować konsekwencje. Dlaczego nie? Tylko przez takie inicjacje człowiek naprawdę może "przejrzeć na oczy", "poczuć". Diane wierzyła, że aparaty ją chronią, są jej tarczą: dopóki ma je przy sobie, nie może się jej przytrafić nic złego. Powiedziała komuś, że boi się jedynie tego, co tkwi w niej samej. Nigdy tego, co przychodzi z zewnątrz. To, co na zewnątrz, tak naprawdę nie jest w stanie jej dotknąć.






http://www.nysun.com/arts/arbus-traveling-circus/12576/

http://alechronicles.blogspot.com/

http://enfievre.blogspot.com/





sobota, lutego 06, 2010

Erotyczny sen

Przycisnęła mnie mocno do siebie. Poczułem obsuwający się jedwab i delikatny dotyk jej pończoch. Nasze ciała przylgnęły do siebie. Starałem się odczuć każdy moment, najdrobniejszy szczegół jej bielizny, delektować szelestem materiału, porowatością jej gorsetu. Zapach jej perfum to umykał mojej uwadze to znowu obejmował, jak jakiś całun moje ciało. To było spotkanie, bardzo długo wyczekiwane spotkanie, aż w końcu nadeszło, nastało, jak objawienie, tak znienacka. 

Chciałem wykorzystać każda chwilę, każdą sekundę liżąc łapczywie jej szyję, jej uszy, całując, prostacko wkładając swój język głęboko w jej usta. Widziałem, jak wypręża swoje podbrzusze, kurczy stawy to znów je rozluźnia. Luksusowa chwila miłości w zatęchłym małym mieszkanku, zapach ciężkich i obrzydliwych zmysłowo perfum zmieszany z zapachem potu i obejmującego mnie lęku. 

W końcu wszedłem w nią, może nie tak delikatnie, jak powinienem, ale szybko i łapczywie. Zacząłem ruszać się, jak przygotowujący się do skoku kot wpatrzony z uwagą w małą ptaszynę. A ona jakby zapragnęła nowych doświadczeń, jakiejś zmiany. Objęła mnie mocno i przycisnęła. 

Nieustające wakacje

środa, lutego 03, 2010

Lego i fantazje SM

Zombie Flesh Eaters

Nigdy nie sądziłem, że filmy tego typu przyciagną tłumy, a jednak. Jak dla mnie film może nie stanowi arcydzieła (na pewno nie stanowi), ale muzyka i pewna ujęcia (nie mówię o tych makabrycznych i krwawych) są naprawdę zapadające w pamięci.


Ten film niektórzy wrzucają do kategorii najgorszych filmów w historii kina, inni zaś określają go mianem „kultowy”. Dla mnie pewnie nazwać go można tak i tak. 

Ujęła mnie jego warstwa wizualna i nie mówię o tych sekwencjach filmu, które pokazują sceny przemocy, których jest tu na prawdę dużo (choć, czy to jest pornografia przemocy, jak niektórzy twierdzą to nie wiem) rozrywane ludzkie mięso, nadziewanie oka wielką drzazgą, ale sam sposób kadrowania i kolory (może dlatego, że były już wyblakłe, a sama jakość filmu przypominała wielokrotnie przegrywane kasety VHS).

Druga rzecz – to muzyka: niezwykle transowa i rzeczywiście budująca napięcie, taka w klimatach muzyki wykorzystywanej podczas rytuałów VooDoo.

Natomiast warstwa tekstu, dialogi i sposób narracji to coś albo kuriozalnego albo to – jak powiedział mój znajomy – prawdziwa twórczość dziecka. Sam mam mieszane uczucia, ale być może twórcy filmu byli bardziej zainteresowani samym procesem tworzenia, radością, którą przeżywali w trakcie niż zbytnio zastanawiali się nad konstrukcją fabuły. Kino naiwne, sztuka prymitywna?


Zombie Flesh Eaters




wtorek, stycznia 26, 2010

Pijąc gorącą herbatę...

Zima to okres wstrzymania oddechu, szybkich kroków i niezdarnych ruchów ciała na oblodzonym chodniku. To wtedy ludzie tulą się w sobie i zamykają twarze w ciemnych kapturach. Wówczas nawet nie musza już unikać wzroku niechcianych spojrzeń. Pory podczas których ulice pustoszeją są coraz dłuższe i miasto wygląda, jak wymarłe. Ci, którzy mają jeszcze to szczęście skrywają się w gromadzie najbliższych, czy przyjaciół. Jednak niektórzy nie mają już tego szczęścia ani nawet i domu, w którym mogliby się ogrzać. Ich ciała powoli schłodzone samotnością i mrozem zamieniają się w niechciane pomniki.

Zimą przypomina mi się zbrodnia, kaźń obozów koncentracyjnych, w których ogołocone/ogołoceni ze wszystkiego więźniarki i więźniowie byli zmuszeni stać na mrozie po dwadzieścia godzin. Czy są wśród nas i tacy wyczynowcy, których nie widzimy bowiem zamykamy wzrok pod ciemnym i głębokim kapturem. Obawiam się, że tak w istocie jest. Czy te mrozy w końcu nie zelżeją?

piątek, stycznia 22, 2010

Ponownie Robert Frank

Zdjęcia Roberta Frank'a
Czy to mnie inspiruję, chyba już nie, ale są i tak niesamowite.

Zakończenie



Wchodzę do budynku. Ciemny korytarz. Otwieram drzwi do klatki schodowej i powoli sunę na górę.

Na ścianach widzę obrazy pochodzące z mojego życia.


Znajduję się na ostatnim piętrze. Przede mną brudne okno i panorama monotonnych osiedli. Słyszę kroki i chrobot klamki. Ktoś stoi za drzwiami. Okno powoli otwiera się na oścież. Wieje zimny wiatr i zaczyna padać śnieg. Cicho i powoli otwierają się drzwi. Czuje zapach szpitalnego powietrza.


Otwieram zaspane oczy. Jednak nie budzę się w łóżku, a na czymś twardym i zimnym.

Jest noc.

Niedaleko stoi jakaś postać. Nieśmiało podchodzę bliżej i widzę moją zmarłą matkę. Jej twarz zasłania czarny welon

– Jak długo mam na Ciebie jeszcze czekać – mówi.

niedziela, grudnia 13, 2009

Rozmowa w progu

Miałem ostatnio dość nieprzyjemną rozmowę z jednym z moich znajomych, który kiedyś był dobrym moim przyjacielem.

Rozmawialiśmy, że tak powiem: w progu, w przerwie między tym, co już nastąpiło, a tym, co dopiero miało nastąpić, prawdziwa sytuacja "w rozkroku", zawieszenia, krótkiej, tymczasowej i często kurtuazyjnej rozmowy. Nawet przestrzeń sprzyjała takiej sytuacji, bo rozmawialiśmy w drzwiach, w przejściu. Nawet można dodać coś jeszcze. Obaj jesteśmy w wieku, w którym przechodzi się "na drugą stronę", w którym mężczyzna wchodzi w tzw. "smugę cienia".

Nasza rozmowa miała miejsce na wystawie niezależnej sztuki współczesnej w monstrualnym budynku, który można traktować, jako pamiątkę po polskim komunizmie.

- Spotykasz się teraz z tym nihilistą – zapytał mój znajomy.

- Kogo masz na myśli?

- Jak to kogo? "M". Uważaj na niego – on zwariował.

- Zwariował?

- No, wiesz to frustrat. Zaczął brać amfetaminę. Ma już prawie czterdzieści lat i wydał tylko jedną książkę i to też nienajlepszą, a powinien dokonać już znacznie więcej, bo jest bardzo zdolny. Życzę mu wszystkiego najlepszego.

- Tak? Co ty opowiadasz? Jak się z nim ostatnio widziałem to pił tylko herbatkę owocową.

- To dobrze. Rzeczywiście miał kiedyś problemy z alkoholem, ale z tego wyszedł, a potem wszedł w amfę.

- Wiesz, chyba musze już lecieć.

- Już? Co ty taki w przebiegu jesteś? Za dużo ludzi, co?

- Tak. Jak jest tyle osób to mózg zaczyna mi się lasować.

- Wiesz, ja też chyba musze się trochę towarzysko poudzielać, no to pa.

- Pa.

wtorek, listopada 03, 2009

Zapiski na temat sadomasochizmu

To, co zastanawia mnie w sadomasochizmie to ścisłe powiązanie przyjemności z bólem, poniżeniem i wykluczeniem. Przyjemność to zwykle dla większości ludzi zupełnie coś innego – ulga, rozkosz, uznanie i akceptacja. Dlaczego zatem znajdują się wśród nas tacy, którzy szukają przyjemności w sytuacjach, przedmiotach, zachowaniach, które łączą się z ciemną stroną ludzkiej natury: cierpieniem i rozpaczą?

Od początku sadomasochizm – szczególnie w dyskursie naukowym - traktowano, jako dewiację, coś nienaturalnego i właśnie nie zgodnego z "ludzką naturą". A to może oznaczać, że to, jak podchodzi się do zjawiska sadomasochizmu może być cenną wskazówką, jak ogół społeczeństwa definiuje coś co jest "normalne", a co nie jest, co jest zgodne z powszechnie przyjętym obrazem cech i właściwości człowieka, a co nie jest.

Zjawisko sadomasochizmu zostało wpierw oznaczone i zdefiniowane w obszarze nauk medycznych, szczególnie tych związanych z leczeniem ludzkiej duszy – psychologii, czy psychiatrii, ale też powiązane z badaniem ludzkiej seksualności (seksuologia). W obu przypadkach zostało ustawione obok innych "przerażających" i "odrażających" wynaturzeń, zboczeń, perwersji, chorób, dewiacji.

Pytanie: skąd się wzięło określenie "dewiacja", co oznaczało/oznacza takie określenie, jak "ludzka natura", które przecież mimo, że zostało wyklęte z obszaru dopuszczalnych w nauce pojęć nadal implicite jest obecne w naszym języku, rozważaniach, tekstach i stanowi główny punkt odniesienia dla wielu różnych, często zwalczających się stanowisk, postaw, wierzeń i poglądów.

Pytanie: czy rzeczywiście pojęcie sadomasochizmu zostało pierwszy raz użyte na gruncie psychiatrii i czy czasem wcześniej nie funkcjonowało pod może inną nazwą, ale nie, jako coś odrażającego? Jak postrzegano wcześniej zjawisko sadomasochizmu?

czwartek, września 10, 2009

Życie na przedmieściach miasta

Spasione twarze, cienie na murach, odpadki szybkiego i łatwego jedzenia, zalęknione tłumy, osobnicy w metrze jadący na pierwszą zmianę, na drugą, a potem na trzecią, a potem na czwartą.


Praca-dom-praca-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen-praca-dom-sen…


W międzyczasie krótkie smakowanie rakotwórczych chipsów przed kolejnym odcinkiem MEGASERIALU, MEGAPROGRAMU, MEGAMECZU, a potem wreszcie zasłużony odpoczynek w drewnianej skrzynce, na placu za miastem, pod dwoma skrzyżowanymi prostopadle do siebie kijkami z leszczyny.


Ale między wierszami można odnaleźć mroczne i zapomniane przez MAINSTREAM światy, które funkcjonują na uroczych i pozamykanych szczelnie osiedlach, które kryją w sobie piekło rodzinnej stabilizacji i cichych dni ale i lęk przed utratą statusu, który tak dużym wysiłkiem został wypracowany w korporacji nie mającej granic.


Moraliści są tylko moralistami na łamach prasy, czy pojawiają się od czasu do czasu w programach telewizyjnych, a w nocy uprawiają seks z młodymi dziwkami, zaś rano zaspani szukają po omacku swojej sztucznej szczęki.


Głębokie wykopy, remontowane drogi, place zabaw, prywatne przedszkola i w tym ukryte w brudnych chaszczach nie ścinanej od miesięcy trawy grupki pijaczków i lokalnych meneli – oto o czym nie lubimy rozmawiać i na co nie lubimy patrzeć.


Liczą się dźwięki nocnego metra, starych, wysłużonych autobusów wożących pijanych nastolatków i bezdomnych - oto prawdziwy orgazm, który co wieczór przeżywa nasze miasto.

sobota, sierpnia 29, 2009

Posmodernistyczny bohater

Mam postmodernistyczną biografię i należę do klasy „pogranicza”. 

Co to znaczy? 

Pod postmodernistyczną biografią kryje się życie, które nie jest organizowane na bazie określonych celów, klarownego przebiegu kariery, ale na zasadzie rozmaitych doświadczeń, zawodów i miejsc. 

Trudno ująć je w zrozumiałe dla przyszłego pracodawcy cv, bo prace, miejsca przez które przebiega są tak rozmaite i różnorodne i trwają tak krótko, że nie ma sensu ich spisywać w formie historii. To raczej „odpryski”, „ścinki”, „notatki” niż historia zaczynająca się od słów „urodziłem się”, a potem „pracowałem” to tu i jeszcze tu. 

Nie. To raczej krótkie próby chwycenia się czegoś lub zrozumienia, co chce się robić, co fascynuję i przyciąga, a co nuży i odpycha. 

Bo jakże można inaczej opowiedzieć komuś, że pracowało się na budowie, medytowało w ośrodku zen, podróżowało bez celu, wstawało o piątej rano aby iść do fabryki, montowało wystawy, było badaczem rynku w wielkim koncernie medialnym i wciąż poszukuje się nowych zajęć, miejsc i sytuacji.

A znaczenie klasy „pogranicza”? No cóż to podobna sytuacja wynikająca z postmodernistycznej biografii. Pochodzenie chłopskie, rodzina mająca pretensje do inteligencji, wczesne ambicje bycie nie wiadomo kim, a potem wciąż na nowo próba załapania się na parę groszy od przypadku do przypadku, raz większych, a raz zupełnie małych.

Nie wiadomo kiedy i na jakim momencie skończę tworzenie zapisków, zbieranie „wycinków”. Może nagle obudzę się przywalony stertą gazet i niedopałków? Może stanę się kimś ważnym i o wszystkim zapomnę, a może wciąż będę zapisywał wciąż nowe notatniki?

poniedziałek, sierpnia 10, 2009

Koszmar z przyszłości

Śnił mi się koszmar i to taki, jakiego dawno nie śniłem. Znajdowałem się w mieście i chyba była to Warszawa, ale jakaś zupełnie mi nie znana. Było to miasto pełne kontrastów. Wielkie, ponure drapacze chmur w centrum – aluminium i metal rażący w oczy, zaś peryferia zajęte przez ciemne i cuchnące ulice, szare betonowe bloki, pokraczne budki z chińskim jedzeniem. I do tego jeszcze ci przechodnie, którzy patrzyli się z wrogością w oczach. Snujące się gnomy, stare baby lub pędzący na złamanie karku kasożercy w drogich garniturach. 

I do tego jeszcze trwała okupacja. Miasto zostało zajęte przez obce wojska i na ulicach natknąć można się było na patrole żołnierzy, ale nie tylko żołnierzy. Obce wojska do zastraszenia miejscowej ludności korzystali z pomocy pokracznych i przerażających, prawie dwu-metrowych stworów, które przechadzały się ciężkim krokiem dźwigając w rękach olbrzymie karabiny maszynowe. Poznać można było, że nadchodzą po drżącej ziemi i cuchnącym powietrzu.

Byłem w tym mieście żołnierzem, a raczej miejskim partyzantem. Walczyłem z okupantem podkładając bomby, malowałem wraz z moimi synami napisy na murze, biegałem z karabinem, organizowałem zamachy. Byłem znany. Ścigała mnie policja, a na obdrapanych ścianach widniały plakaty z moją podobizną – list gończy za najgroźniejszym wrogiem okupanta.

Byłem prawdziwym bohaterem cenionym przez miejscową ludność. Jednak mnie złapali. Założyli mi na głowę metalową klatkę i pokutny worek. Czułem się upokorzony. Oprowadzali mnie, jak jakąś małpę przez ulice miasta. W końcu zaprowadzili mnie na główny plac aby wykonać egzekucję. Obudziłem się zlany potem.

poniedziałek, marca 02, 2009

FETISH FUCKtory

Aby dostać się do klubu M25 trzeba przejść przez ciemne i puste ulice warszawskiej Pragi. Szedłem dość szybko i po chwili zauważyłem, że przede mną idzie jeszcze kilka osób. Nie wyglądali na miejscowych, podejrzewałem, że są to raczej – tak jak i ja - poszukiwacze „nocnych przygód”. Podszedłem i nieśmiało zapytałem o drogę i okazało się, że nie myliłem się.  Ale klubu, którego poszukiwaliśmy już teraz wspólnie, nie było łatwo znaleźć. Podjęliśmy kilka nieudanych prób i dopiero po chwili nabraliśmy przekonania, że zmierzamy w dobrą stronę. Znajdowaliśmy się na terenie starej, opustoszałej fabryki. Szliśmy szerokim traktem. Po obu stronach znajdowały się groźne budynki, tu i ówdzie widać było tablice, które informowały, że w pobliżu nas znajdują się magazyny, hurtownie i warsztaty samochodowe.  W końcu kilkanaście metrów przed nami zobaczyliśmy plac, na którym stały zaparkowane samochody, a nieco dalej mrugało nieśmiale światło -  i to było wejście do klubu M25. Przy wejściu ustawiła się nieduża kolejka. Wpierw obawiałem specjalnych bramek i wykrywaczy metalu, ale nie - przy wejściu stał młody chłopiec i sprawdzał dowody osobiste. Moim towarzysze podróży szybko zniknęli w tłumie. Znowu zostałem sam. Wewnątrz rozlegała się głośna muzyka. Wszedłem i od razu zobaczyłem tłum ludzi.  Klub był podzielony na dwa poziomy. Dolny, na który składało się kilka mniejszych sal – każda spełniająca odmienne funkcje: sali koncertowej, baru i można to tak nazwać „salonu”, w którym znajdowały się wygodne fotele, sofy i stoły. Sale łączył nieduży korytarz. Idąc nim można było wejść do kilku dodatkowych pomieszczeń. Jedno przeznaczone dla par, które zapragnęły chwili intymności, mogły tam swobodnie całować się, czy nawet uprawiać seks. Był to nieduży, zaciemniony pokój, w którym znajdowały się wygodne sofy. Mimo, że kochanków można było swobodnie podglądać naprawdę niewiele osób korzystało z tej okazji. Jeśli już ktoś tam zaglądał to tylko po to by sprawdzić, czy pomieszczenie jest wolne, czy zajęte i czy już można z niego skorzystać.  Następne pomieszczenie, znacznie lepiej oświetlone i bardziej obszerne służyło ewidentnie do publicznego ujawniania swoich namiętności. Na środku stało duże łóżko. Zwykle można było spotkać tam mały tłumek rozbawionych osób, czasem kilka par tulacych się do siebie. Trzecie lokum było znacznie mniejsze i oświetlone czerwonym, burdelowym światłem. Ustawiono w nim stół i eleganckie, można rzec, antyczne fotele. Służyło raczej rozmowie i lepszemu poznawaniu się partnerów.
Górny poziom to duża sala, na której odbywały się koncerty (AGRESSIVA 69, CLICKS), performance (Anna Biernacka Fugazi) i spektakl SM (Misstress Monique (Starfuckers, Coma Night). Na piętrze znajdował się także jeszcze jeden bar. Wśród uczestników imprezy dominowały młode osoby - była to zwykle tzw. młodzież z „dobrych domów”. Oczywiście tu i ówdzie pojawiali się ludzie w nieco starszym wieku -  trzydzieści, czterdzieści, a nawet pięćdziesiąt lat.
Kobiety ubrane były w eleganckie czarne w sukienki,  długie suknie, miały czarne rękawiczki, słychać było stukot butów na szpilkach. Dominował czarny i czerwony lateks i skóra. Wiele kobiet miało wyraźny, ale staranny makijaż. Niektórzy meżczyźni - wyraźnie było to widać - stanowili „własność” swoich Pań: obroża na szyi, pokorny wygląd – mówiły wszystko.
Pozostali przebrani byli za zakonnice, pielęgniarki, czy gotyckich wojowników. Innymi słowy cała plejada barwnych i – trzeba to wyraźnie powiedzieć – wystylizowanych postaci.

wtorek, stycznia 06, 2009

Krótkie spostrzeżenie

…przyszło mi takie teraz do głowy. Ludzie i w tym także rodzice, bo niektórzy z nich są przecież ludźmi albo takimi starają się czasem bywać, posiada względem siebie dwie skrajne motywacje, czy też względem swoich dzieci. Albo widzą świat, jako „artyści” albo też, jako „inżynierowie”, takie też motywacje mogą mieć planując swoją przyszłość. I nie mam tu na myśli dosłownego znaczenia tych terminów, a raczej myślę o nich, jako o pewnych metaforach. „Inżynierowie” pragną wpisać się w panujący porządek społeczny, zaś „artyści” wciąż od niego jakoś odstają. Ci pierwsi mają ambicje porządkowania otaczającej rzeczywistości, chcą też ją jakoś zrozumieć ale bardziej aby nad nią zapanować, czerpać z niej korzyści (materialne lub te związane z władzą), „artyści”, z kolei pragną zrozumieć siebie i swoje reakcje na otaczającą rzeczywistość. Co z kolei, może prowadzić do przypuszczenia, że inżynierowie są bardziej otwarci na ludzi i jakoś tam pro-społeczni, zaś „artyści” bywają bardziej zamknięci w sobie i egoistyczni. Chociaż wcale tak do końca nie musi zawsze być.

Zapiski etnograficzne – kolejna próba opisania

Siedzę w kawiarni. Jest późny wieczór. Przez okna widać, że na dworze pada deszcz. Pomieszczenie ma kształt szerokiego prostokąta. Bo obu stronach znajdują się wyłożone tanim lastryko kontuary, a wzdłuż na ścianach umieszczono duże lustra. Każda samotna osoba pijąc piwo może dowoli przeglądać się w srebrzystej tafli medytując nad wyglądem swojej twarzy. W środku oprócz mnie jest obecnych jeszcze parę osób. Głównie mężczyźni. Starzy i młodzi. Siedzą dwójkami, rozmawiają palą papierosy. Piją kawę, czy trzymają w dłoniach kieliszek wina, a inni wpatrują się w szklistość kufla z piwem. Niewielu siedzi bezpośrednio naprzeciwko luster. Może to miejsce przeznaczone jest dla samotnych, którzy chcą wpatrywać się w swoje odbicie doszukując w nim odpowiedzi na dręczące pytania? Na przykład takie: dlaczego znaleźli się akurat w takiej sytuacji, w jakiej akurat się znajdują? Ale, ale… widzę mężczyznę w średnim wieku, który siedzi odwrócony plecami do baru i bacznie obserwuje resztę towarzystwa. Jest ubrany w skórzaną kurtkę. Dłonie trzyma złożone na kontuarze. Przed nim stoi kufel z piwem. Niedaleko, zaledwie metr lub nieco dalej siedzi trójka osób: kobieta i dwóch mężczyzn. Jeden z nich coś mówi. Nie słyszę dokładnie, co. Rozmawiają, gestykulują dłońmi, wyrażając jakieś silne emocje, zdenerwowanie, podniecenie? Nieco dalej trójka mężczyzn. Usadowili się naprzeciw lustra. Może zatem to miejsce nie tylko dla osób samotnych? Oni też rozmawiają, a nawet czasem ich rozmowa przeradza się w żywą dyskusję. Jeszcze jedno spostrzeżenie. Za barem już nie ma nikogo. Słychać dźwięki zmywanych naczyń. Czyżby obsługa kawiarni szykowała się już do zamknięcia interesu? Raczej chyba nie, bo jest dopiero 19.43 – wnioskuję to po szybkim spojrzeniu na swoją komórkę, a zatem może ma miejsce zmywanie po ostatnich kolejkach? Większość miejsc w owej kawiarni o tej porze tego dnia tygodnia – mamy wtorek – jest jednak pusta. Spojrzałem znów w stronę mężczyzny, który przed chwilą siedział przy barze, ale już go tam nie zauważyłem. Zniknął. Gdzie? Nie wiem. Byłem zajęty pisaniem. Może poszedł do ubikacji, a może opuścił już to miejsce taniej przyjemności w centrum dużego miasta? Ciekawe, po co przychodzą tu ci wszyscy mężczyźni?

piątek, września 12, 2008

Amoz Os

Dzisiaj widziałem niezwykły film o niezwykłym człowieku – dokument o izraelskim pisarzu.

Amos Oz - bo o nim był ten film powiedział niezwykłe słowa: „czytanie książki opowiadającej pewną historię pozwala nam wejść w doświadczenie drugiego człowieka”.

Film był niezwykły, postać, o której opowiadał i te słowa…

piątek, sierpnia 29, 2008

Jeszcze raz skrupulatnie zapisuję odnalezione notatki na temat SM

Wyjaśnienie zjawiska SM, BDSM i Female Domination (na razie nie podaje definicji).

Podejście redukcjonistyczne Psychiatria Psychologia Psychoterapia • „objawy” • „patologia”  • „historia kliniczna choroby”  • „przypadek” • „symptomy”  • „klasyfikacja chorób” Podejście rozumiejące: Czym jest SM dla jego uczestników? • „Społeczne światy” • „Poszukiwacze wrażeń” • „Epoka seksualnych opowieści” Analiza dyskursu Co się mówi na temat SM i jak to się mówi? Inne podejścia: • „tożsamość wypracowana” • „tożsamość zależna od kontekstu”  • (jestem kimś innym w pracy, a kimś innym w nocnym klubie) • „seks ma wiele odmian”  • (społeczne techniki konstruowania przyjemności seksualnej i sposobów na zaznawanie przyjemności) „osobowość” „norma” „zakres dopuszczalnych zachowań, które są uważane za normalne” „seks binarny”

Niżej zapisuje luźne pytania, spostrzeżenia, uwagi: Historia sposobów „opisywania” SM w psychiatrii, psychologii, psychoterapii. Skąd to pojęcie? Kto pierwszy go użył i w jakim kontekście, kto następny? Dlaczego takie połączenie: sado-masochizm? Jakie inne oprócz podejścia psychologii i psychiatrii można znaleźć do opisu zjawiska SM? Co to znaczy podejście konstruktywistyczne? Jakie są inne definicje zjawiska, pojęcia? Czy w skład pojęcia SM wchodzi także BDSM, czy też to pojęcia zupełnie oddzielne, zachodzące na siebie, czy też przeciwstawne?

Na marginesie: Druga ważna uwaga: może nie tyle uwaga, co przypuszczenie: polskie grupy SM nie stanowią jednolitego ruchu, są raczej nastawione wrogo wobec siebie. Każdy z nich uzurpuje sobie prawo do bycia tym „prawdziwym”, realizującym jedynie słuszną drogę realizowania, praktykowania owej fantazji. (czy jest to tylko fantazja???) Objawia się to m.in. tym, że nie pozwalają nawiązywać relacji swoim członkom (np. poprzez linki) z innymi stronami. Wytaczają wyraźną granicę między sobą np. „nie akceptuję płatnych domin”. Cele projektu: How a group of self-identifed sado-masochists defined and made sense of their own and other sexualities. (czy aby na pewno???) Obszary analizy Historia SM, kontekst – globalizacja i zmiana tożsamości, dyskusja i badania Tożsamości są konstruowane, a nie dziedziczone, czy nadawane. Analiza społeczności SM w Polsce, obserwacja uczestnicząca on-line i off-line – zdefiniować zakres tej obserwacji, co mnie będzie interesować, a co nie. Uzasadnienie wyboru takiej, a nie innej metodologii. Główne pojęcia:  globalizacja, tożsamość, społeczność, społeczność w internecie, seksualność, SM, BDSM, kobieca dominacja, etnografia, etnografia wirtualna,  Czy interesują mnie też ruchy SM-gejów i lesbijek, czy też nie i najważniejsze pytanie: po co to robię? Czego chce się dowiedzieć? Strumień świadomości: Po co ktoś zaczyna praktykować SM, kiedy to się zaczyna, jak wygląda rozwój kariery osoby zajmującej się SM, na jakie etapy dzieli się ta kariera [1]? Jakie emocje pojawiają się na każdym z tych etapów? Kiedy dana osoba postanawia zostać aktywnym członkiem grupy SM? Co mu to daje? Dlaczego to robi? [kiedy następuje zakończony proces kariery SM, czy kiedykolwiek ma on miejsce, czy jest to proces, który rozwija się całe życie?] A jeśli ma on miejsce, co wtedy się dzieje, osoba odchodzi z grupy, zostaje, jeśli odchodzi to, czy dlatego, że znalazła partnerkę/partnera, z którym może praktykować SM na co dzień? Jak to wygląda w praktyce, jakie jest jego życie codzienne i podział ról i czy wtedy internatowa obecność staje się ważna, czy też wręcz przeciwnie, jaki to ma wpływ na „jakość” jego życia („co to jest jakość”), czym jest dla niego SM, kim jest, jak siebie określa, czy tylko poprzez swoją aktywność na polu SM, czy też posiada inne jeszcze identyfikacje samego siebie, a SM jest jedynie dodatkiem, stanowi urozmaicenie życia erotycznego? I czy można zaobserwować jakieś zmiany nastawienia, postaw wobec SM w kontekście wieku, wykształcenia, zawodu, miejsca zamieszkania, doświadczenia na polu SM, własnej historii życiowej, doświadczeń z dzieciństwa, pochodzenia rodzinnego?

przypisy: [1] Jeszcze jedna ważna książka: Elżbieta Zakrzewska-Manterys „Down i zespół wątpliwości”

sobota, lipca 26, 2008

Kolejne notatki na temat sadomsaochizmu

Po jakże długiej przerwie ponownie coś postanowiłem zapisać. Przed momentem czytając fascynującą książkę Roberta A. Wilsona „Kosmiczny Spust znalazłem w niej małą karteczkę, na której widniała taka oto notatka: SM jest jedną z tych wielu dróg, które prowadzą poza świat codzienności. Rzeczywistość, jaką próbują kreować gry SM pomiędzy partnerami pozwala im na całkowite zanurzenie się w świecie, który tworzony jest przez ich wyobraźnie. Czy zatem SM wyzwala lub może wyzwolić ich z codziennej rutyny? A może tworzy zupełnie odmienny zespół rutyn i przyzwyczajeń? Czy rozpoczęta gra z drugiej strony nie prowadzić może ich w odmęty szaleństwa? A z drugiej strony karteczki widniał taki oto napis: Świat, który kreuje uczestnictwo w rytuałach SM z pewnością więcej ma wspólnego ze światem snu niż światem jawy. Niejednokrotnie inspiracją i pożywką dla pragnień kształtujących grę w SM są stłumione i zwykle ukryte pokłady ludzkiej nieświadomości – innymi słowy ich korzenie znajdują się w Świecie Cienia. Ciekawe. Wciąż odnajduję takie notatki.

środa, lutego 20, 2008

notatki o Pynchonie

 

Jak to zwykle u mnie bywa oglądałem film i robiłem notatki. Tym razem film był na temat amerykańskiego pisarza Thomasa Pynchona. Kto to taki i czym się zajmował chyba nie muszę przedstawiać. Film był emitowany na kanale Planet (tylko tą stację potrafię jeszcze oglądać w telewizji) i nosił tytuł "Pynchon - podróż w głąb umysłu".

Film obejrzałem zupełnie przypadkiem. Tego dnia pracowałem w domu nad... może tu jednak nie będę pisał nad czym i dla chwili wytchnienia włączyłem telewizor i akurat wtedy trwała emisja filmu. Przysiadłem na brzegu kanapy i po chwili nie mogłem się już oderwać i wziąłem do ręki notes i zacząłem notować. Jak zwykle moje notatki są rwane i niedokładne, ale zapisuje, co udało mi się zanotować.

Coś na temat samego Pynchona: wzrost 182 cm, absolwent Cornell Collage. Według Georga Plimtona, amerykańskiego krytyka literackiego, Pynchon to niezwykle tajemnicza postać, to osoba o ogromnej wiedzy, chodząca encyklopedia, o niezwykłej umiejętności kojarzenia faktów. I jeszcze coś: Pynchon urodził się na początku lat 40-tych XX wieku, ale można go zaliczyć do pokolenia pisarzy powojennych. W czasie kiedy ów krytyk wypowiadał swoje opowieści na temat Pynchona kamera pokazuje niedużą figurkę (może to afrykańskie bóstwo - zanotowałem na marginesie, pewnie gdzieś w głębinach mojego umysłu pojawiła się myśl, że może ma on jakieś znaczenie, pojawił się, że... no właśnie, że co?).

Wracając do Pynchona: angielski nos, taki irlandzki - to nadal na podstawie wypowiedzi owego krytyka. Postać z Nowej Anglii.

 

Film był podzielony na kilka części o osobliwych tytułach:

1. PARANOJA

Telewizor, jako narzędzie przekazów z innego świata. Kryptogram, jako nawiązanie do stylu życia Pynchona, do jego ciągłego ukrywania się przed światem i mediami. Pynchon, jako prawdziwa zagadka dla kryptologów. Według autorów filmu istnieje, tak naprawdę dwóch Pynchonów: Pynchon, jako prawdziwa osoba z własnym, prywatnym życiem i Pynchon, jako pewne wyobrażenie oparte na plotkach, zasłyszanych opiniach, mitach.

2. ZNIKNIĘCIE

Początek lat 60-tych - w tym czasie Pynchon przebywa w Meksyku. Mówi się, że wówczas Meksyk był bardzo ciekawym miastem (dlaczego? tego film już nie wyjaśnia). Dlaczego Pynchon postanowił zniknąć? Istnieje wiele hipotez na ten temat. Motyw, którym się kierował na zawsze chyba już pozostanie tajemnicą. Niektórzy są zdania, że Pynchon był chorobliwie nieśmiały – ale to raczej najprostsze z wyjaśnień. Inne, z kolei odwołują się do teorii spiskowych i działania tajemnych organizacji rządowych, w których działalność Pynchon kiedyś miał być zamieszany. I kiedy opublikował swoje książki, w których dużo mówił o różnych niejasnych powiązaniach i tajnych działaniach rządu amerykańskiego po prostu musiał zniknąć. Za dużo wiedział. Podczas filmu słychać było muzykę THE RESIDENTS.

3. OBCE STRONY 1966

Jeszcze parę słów o wyglądzie Pynchona: duże zielone oczy, długie ciemne włosy sięgające za uszy. Zdjęcia pokazujące wędrówkę dawnej dziewczyny Pynchona w poszukiwaniu jego dawnego miejsca pobytu. Kamera posuwa się wraz z nią, a ona opowiada: - mieszkał na bardzo wąskiej ulicy. To chyba tu... między tym miejscem a plażą. To mógł być ten dom. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Czułam się niezręcznie. Miałam 19 lat i dużo, bardzo dużo energii. Mathatan Beach. Studenci z Callage chwalili się, że wiedzą gdzie mieszka Pynchon, ale nie mogli powiedzieć, do sklepu przychodzili ujarani albo będąc na kwasie.

Nasza bohaterka opowiada: - Allen Ginsberg, Lenon i ktoś jeszcze (przypis własny). Wszyscy oni byli przeświadczeni, że ktoś ich śledzi i obserwuje. Tu przerwa w notatkach.

I znów głos zza kadru snuje opowieść o Pynchonie: - pisał odręcznie, po nocach, strona za stroną i gdy zebrało się ich dużo przepisywał na maszynie i redagował. Tu odnalazłem jakieś jeszcze inne fragmenty na temat Pynchona: - wkładał kaptur i czarne okulary aby być nie do rozpoznania, udawał, że jest w Czechach w 1944 roku, udawał sceny ze swojej książki „Tęcza grawitacji”, porównywał Amerykanów do Niemców, uważał, że byli agresywni w Wietnamie tak samo, jak Niemcy w Europie.

Wypowiedź amerykańskiego pisarza Siegel’a, jakiś wpis: jego żona była strapiona z powodu Pynchona. Znowu fragment wypowiedzi Siegla’a - chodziliśmy po okolicy i przyglądaliśmy się różnym rzeczom... ( z kim tego już nie napisałem) - dał czytelnikom (Pynchon) do zrozumienia, że nie wszystko jest tak, jak wygląda na pierwszy rzut oka, jak wydaje nam się, że jest w rzeczywistości, ale jest zupełnie inaczej.

Kontrowersyjna teza: rewolucja lat 60-tych została zainspirowana przez CIA. Ktoś w tym filmie powiedział: może Pynchon też uczestniczył w rządowym projekcie kontroli umysłów. Przecież taką inspiracją był „projekt LSD” podobno zapoczątkowany przez CIA i inne agencje rządowe. Pynchon w swojej książce „49 idzie pod młotek” pisał pierwszy raz o LSD i zrobił to w tym samym czasie, a może jedynie trochę wcześniej, jak rozpoczęły się wydarzenia związane z rewolucją hipisów w Ameryce. (dokładnie kiedy tego nie wiem).

Tu pojawiają się najciekawsze fragmenty filmu dotyczące poszukiwań różnych powiązań między rewolucją ludzi kwiatów, tajnymi projektami rządowymi, narkotykami i eksperymentami, które były prowadzone przez nazistów na więźniach obozów koncentracyjnych. - „wolna miłość” dzięki narkotykom - eksperymenty w obozach koncentracyjnych por. hasło „zatrute kule” - eksperymenty z użyciem LSD prowadzone w amerykańskiej armii na żołnierzach, którzy nie byli uprzedzeni o tego typu zamiarach wobec nich - uniwersytet Cornell Collage (gdzie przecież przebywał Pynchon) – poszukiwanie skutecznych metod prania mózgu - Fidel Castro, jako potencjalny obiekt mordercy szkolonego przez CIA - Pynchon pracował w koncernie lotniczym Being, gdzie zajmował się aspektami technicznymi rakiet BOMARC. - - - operacja Paper Green – jej elementem było m.in. ściągnięcie specjalistów pracujących przy hitlerowskim projekcie rakiet V1 i V2 i zatrudnieniu ich w NASA. „Tęcza grawitacji” ukazuje dwie kultury (spisek w czasie wojny?) manipulacji

W pewnym momencie ukazała się postać komika Irvina Grey, który także miał coś do powiedzenia na temat Pynchona. Głównie opowiadał o swoich doświadczeniach związanych z lekturą „Tęczy Grawitacji”. Wspominał on, że książkę tą przeczytał dwa razy.

W filmie często też pojawiali się fascynaci literatury Pynchona. Może bardziej należałoby mówić: „badacze” jego biografii, prawdziwi wyznawcy teorii spiskowych. Jeden z nich nawet założył, ciągle rozbudowaną stronę internetową na temat Pynchona. To niejaki Richard Lane (poszukiwałem coś na jego temat w internecie, ale jakoś do tej pory nie udało mi się nic ciekawego odnaleźć). Ów Lane opowiadał o tym, jak książki Pynchona go zafascynowały, o tym jak postanowił poświęcić się badaniu jego historii, zebrał pokaźny zbiór materiałów i w końcu zdecydował się zbudować stronę na jego temat, która z czasem rozrosła się do pokaźnych rozmiarów. Strona ta stała się dla niego i dla wielu miłośników Pynchona formą hipertekstowego przewodnika przypominająca prawdziwy labirynt pojęć, faktów, zasłyszanych historii, pogłosek, zdjęć, opisów książek, wywiadów itd.

Jeszcze jedna ciekawa postać: bibliotekarz Steve Tomaske, który opowiadał o tym, jak wyglądała jego lektura „Tęczy Grawitacji”: - pierwszego dnia doczytałem ją do 40 strony, drugiego dnia zdołałem już przeczytać całe dziewięćdziesiąt stron, trzeciego dnia zacząłem czytać od początku i z wielką trudnością dobrnąłem do piątej, a czwartego dnia zrezygnowałem i udałem się do biblioteki aby dowiedzieć się czegoś więcej o Thomasie Pynchonie. Dopiero po poświęconych na tym kilku dniach zacząłem czytać ponownie i wówczas udało mi się przeczytać „Tęczę Grawitacji” w całości. To na razie tyle z drugich moich zapisków.

poniedziałek, stycznia 28, 2008

Ponownie parę notatek na temat SM

Od dawien dawna marzyłem napisać esej na temat SM. Nawet dziś znalazłem małą notatkę, która zawiera krótki plan takiego eseju. Niżej zapisuje. wariant – perspektywa historyczna wariant perspektywa SM w kontekście literatury, a może historii literatury? wariant – ujęcie strukturalne (nie wiem teraz co to miało znaczyć) a może to jest do tego plan? gra umowa/reguły fantazja/wyobraźnia erotyka/erotyzm/styl życia ujęcie socjologiczne ujęcie psychologiczne To tyle, fajna sprawa taki blog. Zapisuje wszystkie znalezione notatki, może kiedyś to się przyda?

czwartek, stycznia 24, 2008

Światy SM i fotografia

Wracam i ponownie znikam i nie dotrzymuje obietnicy, bo poniższe notki tyle mają wspólnego z horrorem, co pięść do nosa. Ale tak teraz sobie pomyślałem - no może jednak coś je łączy, czy aby to nie umiłowanie i pielęgnacja wyobraźni?

SM jest jedną z tych wielu dróg, które prowadzą poza świat codzienności. Rzeczywistość, jaki kreuje gra SM pomiędzy partnerami pozwala im na całkowite zanurzenie się w świecie, który tworzony jest przez ich wyobraźnie. Czy zatem SM wyzwala lub może wyzwolić ich z codziennej rutyny? Czy rozpoczęta gra z drugiej strony nie prowadzi ich w odmęty destrukcji?

Świat, który kreuje uczestnictwo w rytuałach SM z pewnością więcej ma wspólnego ze światem snu niż światem jawy. Niejednokrotnie inspiracją i pożywką dla pragnień kształtujących grę w SM są stłumione ukryte pokłady ludzkiej nieświadomości. Innymi słowy ich korzenie znajdują się w świecie cienia. Gry SM to najbardziej owładnięte przez fantazje zabawy erotyczne. Ich wykonanie wymaga zgody obu partnerów. Nie tyle zgody, co głębokiego porozumienia – „nadawania na tych samych falach” wyobraźni.

Uczestnictwo w SM to udział w pewnym sensie w określonym rytuale, który ma swój początek, moment kulminacyjny i koniec. Na ów rytuał składa się zestaw symboli, chociażby w postaci określonych strojów, jak i zachowań. Aby uczestniczyć w pełni musimy też rozumieć określony język, który określa mocna skonwencjonalizowany dialog pomiędzy Górą, a Dołem, Panią a jej niewolnikiem.

Na wielu forach internetowych można spotkać się wielokrotnie z problemem wyrażanym przez mężczyzn, że mają wielkie trudności w znalezieniu odpowiedniej partnerki, czy też rzadko udaje im się przekonać tą, z którą obecnie tworzą związek aby stała się dominą. To najlepszy przykład na to, że zabawa w SM nie jest czymś prostym i łatwym do przeprowadzenia, jak bywa to w przypadku innych zabaw erotycznych. Może w przypadku SM nie możemy mówić o „zabawie”.

Może takie relacje mają korzenie dużo głębsze, może dotykają jakieś bardzo delikatnej i drażliwej materii chowanej w naszej podświadomości? Można oczywiście wspomniane powyżej trudności tłumaczyć sposobem postrzegania świata SM, który zwykle posiada perwersyjne konotacje i lokowany jest w obszarze dewiacji. Może to być jakieś wytłumaczenie – nie przeczę. Ale, co jeśli korzenie tych trudności naprawdę sięgają głębiej? Co jeśli świat gier SM sięga daleko w przeszłość i wyrasta z dawnych zapomnianych rytuałów ofiarnych? Może tego tak bardzo się boimy?

Poniżej jeszcze trochę notatek do zapamiętania. Może już nie tyle o światach SM ale dotyczących też w pewnym sensie światów wyobraźni, bo dotyczących fotografii.

Podglądanie życia.

Fotografie są aniołami.

Jakiś czas temu leciał na Planet film. Niestety już nie pamiętam, jaki był jego tytuł, ale dotyczył amerykańskich fotografów. Przepiękny i bardzo inspirujący. W czasie oglądania go robiłem notatki. Są to luźne i zupełnie nie poukładane zapiski. Ale jak będę je teraz pisał to może je sobie przypomnę.

Zajmuje się fotografowaniem życia: koniecznie trzeba robić 2 zdjęcia codziennie.

Fotograficzny notatnik z podróży: zapis zdjęcia, wszystkie elementy codziennego życia. Jak będziesz robił zdjęcia o bardzo długim czasie ekspozycji to zobaczysz miasto bez ludzi.

Fotografia musi mieć określoną strukturę. Bywanie w kafejkach, jako źródło inspiracji, jako miejsce do podglądania. Odbiór rzeczywistości: co widzę lub czego nie widzę, co dostrzegam lub czego nie dostrzegam, na co zwracam uwagę, czy w ogóle na coś zwracam uwagę?

Identyfikacja z tłumem, bo on nie ukrywa emocji.

Kolor zmienia sens całego zdjęcia. Czerń i biel – techniki naturalne. Rewolucja w fotografii to wejście koloru?

Jak szukać tematów zdjęć? Besson – teoria decydującej chwili.

W filmie wypowiadali się:

Colin Westerebeck – amerykański pisarz

Ian Siclair – amerykański pisarz

Jack Kernack – amerykański pisarz

David Chandler - pisarz

Garry Winogrand – amerykański fotograf  

Whiliam Klein – „Ameryka to kupa gnoju” czyżby to on powiedział?

Ed Rush – fotgraf.

Robert Frank – amerykański fotograf o przełomowym znaczeniu. Jego album fotografii (jaki?) to fundament nowoczesnej fotografii.

W Wielkiej Brytanii por. tradycja fotografii nadmorskiej.

czwartek, września 13, 2007

Wyznania defecatora

Chyba zupełnie zresetowałem. Przerwa w pisaniu się wydłuża, a we mnie napięcie wciąż narasta i narasta. W końcu nie wytrzymałem i zacząłem pisać. W międzyczasie zacząłem zastanawiać się także nad formą tego bloga, bo ostatnio – mam przynajmniej takie wrażenie – stał się on bardziej zapisem moich refleksji, kompleksów i lęków niż prezentował ciekawe informacje ze świata horroru.
Nawet wiem dlaczego tak się działo. Bo to zawsze łatwiej jest pisać pod wpływem emocji, wewnętrznych impulsów niż starać się trochę dłuże zastanowić, o czym się chce pisać, jak, poszukać materiałów, przeczytać książkę i napisać jej recenzję – łatwiej, ale przede wszystkim szybciej.
Nie ukrywam ten wpis nie jest początkiem rzetelnej pracy. Nie jest też próbą odwrócenia sposobu, w jakim piszę tego bloga. Jest tylko pewnym momentem refleksji. Bo to strasznie trudno tak do końca zdecydować się na pewną konwencję i ją utrzymać. Ale następne wpisy będą już inne – obiecuję. Jak znajdę tylko czas postaram się częściej pisać recenzje książek, filmów z gatunku horroru, prezentować najświeższe newsy, opisywać swoje sny i mroczne miejsca, ha... i może coś jeszcze. Ale to już się zobaczy.