piątek, września 21, 2012

Jack Vettriano





Wstyd się przyznać. Dopiero go "odkryłem", tak przypadkiem, ukradkiem, a to podobno najbardziej popularny artysta Wielkiej Brytanii. Jego prace ma w swojej kolekcji m.in Jack Nicholson.
Duży artykuł na temat Jacka Vettriano w Guardianie.
Link do strony artysty - Jack Vettriano.


piątek, maja 25, 2012

Megamiasta



Miasto, jako labirynt ulic, jako sitaka relacji, kręte, zaplatające się na siebie, to znów zrywające się linie życia pojedynczych ludzi. 

Miasto, jako puzzle gigantycznych budowli, pnących się ku niebu, błyszczących w słońcu. Sfery luksusu i przenikającej każdy gest i każde spojrzenie smutnej nędzy.

Miasto, jako świat, w którym żyją bohaterowie pierwszych stron gazet, ale też prawdziwi anty-bohaterzy, kustosze pieniędzy, samotne matki, nienawidzący się małżonkowie, uświęcone tradycją i obyczajem rodziny, uduchowieni pracownicy opieki społecznej i kreatywni komornicy.

W takich miastach możemy spotkać fałszywych alfonsów nabierających swoich klientów na piękne zdjęcia eleganckich prostytutek, które nie istnieją. Alfonsów, którzy, ukrywają swoją samotność i po skończonym dniu „pracy” ładują sobie działkę i odpływają…

Socjologie...

Książka "Socjologie chorób psychicznych"






Książka francuskiego badacza poświęcona chorobom psychicznym.


  • Powstanie i rozwój socjologii chorób psychicznych
  • Zagadnienia metody
  • Wstęp do socjologii chorób psychicznych
  • Od ekologii do badania zbiorowości
  • Psychiatria społeczeństwa globalnego: od zawodów i klas społecznych do społeczeństwa przemysłowego
  • Psychiatria grup społecznych: grupy religijne
  • Psychiatria grup społecznych: grupy etniczne
  • Psychiatria grup społecznych: grupa rodzinna
  • U kresu drogi
  • Chory i społeczeństwo
  • Świat psychozy


A jakby napisać taką książkę: "Socjologia sadomasochizmu"? 

Z cyklu notatki




Eksperymenty z wyklejanymi notatnikami

„Odnajdywałem w gazecie coś, co przypominało mi bądź łączyło się z czymś, co napisałem. Wycinałem więc artykuł i wklejałem do notatnika obok cytatów z mojej książki lub szedłem ulicą i nagle zauważałem typowo książkową scenę – fotografowałem ją więc i wklejałem do notatnika.

Odkryłem, że pracując nad jedną stroną, śniłem następnie coś, co wiązało się z połączeniem tego samego słowa i obrazu… interesowało mnie to, jak słowo i obraz radzą sobie bardziej rozbudowanymi skojarzeniami.

***

Robiłem dużo ćwiczeń z czymś, co nazywam „podróżą w czasie” czyli np. z przywoływaniem koordynacji obiektów fotografowanych w pociągu z treścią tego, o czym myślałem w tym samym czasie, z tym, co czytałem i co zapisywałem  wszystko to pokazuje, że absolutnie można wrócić do jednego punktu w czasie.

Notatnik z trzema kolumnami

By ćwiczyć technikę, gdy jestem w podróży na przykład z Tangeru na Gibraltar zapisuje to w trzech kolumnach zeszytu, który noszę zawsze przy sobie.

Pierwsza kolumna – opis podróży  tego, co się działo: jak zjawiłem się na lotnisku, wszystkie rzeczy, o których mówili sprzedawcy, które słyszałem w samolocie, a także w jakim hotelu się zarejestrowałem.

Druga kolumna – co myślałem w danym momencie albo inne myśli pod wpływem sytuacji.

Trzecia kolumna – cytaty z książki, którą wówczas czytałem.


Na podstawie wywiadu z Williamem Burroughsem [Condrad Kinickebocker / Paris Review] za serwisem Magivanga




środa, kwietnia 25, 2012

Sny


Podczas kilku ostatnich nocy śnił mi się prawdziwy cykl koszmarów. Większości snów pamiętam już słabo wręcz jakby przez mgłę. Śniło mi się, że byłem więźniem obozu koncentracyjnego, byłem w więzieniu, uciekałem przed strażnikami. Pamiętam, że towarzyszył mi jeden z moich przyjaciół, o czymś rozmawialiśmy. To podniosło mnie na duchu.

Ale jeden koszmar pamiętam dość wyraźnie. Byłem poddawany torturom. Moje ciało zostało rozczłonkowane. Pozostała jedynie głowa, szyja, kawałek torsu i bijące serce. Wszystko to zostało umieszczono na długim stalowym pręcie. Żyłem. Otaczała mnie grupa jakiś pewnie naukowców. Pamiętam, że ich szefową była kobieta. Mogłem żyć bowiem moje serce podłączone było do kilkunastu wąskich rurek, które podtrzymywały jego drgania. Owa szefowa powiedziała coś w tym stylu: „i teraz Robercie powoli będziemy odbierać ci życie, kawałek po kawałeczku. Raczej nie będzie to bolało.” Jak powiedziała tak zrobiła. powoli zaczęli odłączać owe rureczki. Czułem się dziwnie, jakby ktoś lekko mnie łaskotał po sercu, ale sam obraz był tak nieprawdopodobnie przerażający, że się obudziłem w środku nocy.

Najdziwniejsze jest jednak to, że dzisiaj jak przypomniał mi się ów koszmar bardzo szybko odnalazłem zdjęcie w internecie, które bardzo przypomina to, jak wyglądałem w owym śnie. Stało się to zupełnie bezwiednie. Ot tak kliknąłem na jakiś link i bach, pojawiło się oto te zdjęcie.


środa, października 26, 2011

Jedna myśl

Czy uda mi się wyrwać z tego zaklętego kręgu wzlotów i upadków. Czy to jest forma sprawdzianu, które muszę odbyć aby dowiedzieć się paru ważnych spraw na swój temat? Czy też droga na zatracenie? Nie ma złotej recepty na klęskę.

czwartek, września 29, 2011

Prajna-Paramita


Niechcący się jakoś w coś zaplątałem. I mam wrażenie, że nie mam wyjścia. Nastały czasy słodko-gorzkie z przewagą goryczy i cichej, a czasem nawet i warkliwej rozpaczy. Wciąż sobie obiecuję, że już stąd wyjdę, ale wciąż na nowo wracam.



Czy brakuje mi odwagi? Czym jest odwaga, na litość boską! 

Teraz mam chociaż wrażenie (nie znoszę tego określenia – jest takie egzaltowane), że nie ma już we mnie takiego, jak był wcześniej stanu „wiecznego powrotu”. To takie powtarzające się uczucie, sposób postrzegania, że jak na coś patrzysz to wydaje ci się, że to już widziałeś, że jak coś słyszysz, to wydaje ci się, że już to słyszałeś, jak z kimś rozmawiasz, to w głowie huczy ci to samo, to samo, to samo i tak w koło, na okrągło.

Teraz z każdą chwilą wszystko tracę i dlatego już nic nie pamiętam. Ale to wcale nie znaczy, że jak coś widzę to widzę to na nowo. Widzę wyblakła kalkę, na której coraz wyraźniej rysują się moje lęki i obsesje, paranoje, węzły, kompleksy – ot nerwica wieku średniego.

Gdzie mogę odnaleźć spokój? Tak, aby wszystko przebiegało powoli i majestatycznie, tak abym mógł celebrować każdy moment swojego istnienia. Już o nic mi w nie chodzi. Czyżby?

wtorek, sierpnia 30, 2011

W naszym milenijnym roku A.D. MM, z jego głębokim sensem końca i początku w każdej sferze, łuk sztuki, jaką znaliśmy wydaje się układać pod horyzontem historycznym, i pytanie o nową sztukę(i) podnosi głowę najczęściej pod płaszczykiem owego podchwytliwego terminu "media".

Ale kwestia ars nova, ktora jest kwestią re-formowania modernizmu w tworzeniu sztuki, jej techne i poetyki, gwałtownie zawróciła całość, ten nexus rywalizujących tradycji nazywanych beztrosko "zachodnimi" - przez długość Medium Aevum i Rok 1000, ku początkom ery klasycznej i jej zenitowi (bądź nadirowi) w Roku 0, ku wzniesieniu (bądź nadirze?) wielkiego grecko-romańskiego systemu świata (i naszej pierwszej kultury globalnej), wprowadzonej przez Aleksandra, trwającej pod rzymskim imperium i w następującym po nim chrześcijaństwie.

Szczęśliwie Marshall McLuhan zapoczątkował swoją obrazoburczą pracę pół wieku temu bliskim odczytaniem, poprzez optykę klasycznej poetyki, pisarstwa najbardziej "modern" w renesansie, broniąc poszukiwań ars grammatica przeciw dialektykom. M.M. przedstawił "medium", jako przedłużenie(przeciągnięcie) ludzkiej zmysłowości, najlepiej, pasażem od wizualnej do akustycznej przestrzeni w erze elektronicznej.

Będziemy rewidować owo dochodzenie w sprawie sztuki i jej aisthesis (łacińskie sensus), począwszy od obecnie nadmiernie rozszerzonej sztuki współczesnej, której instytucje i estetyka są coraz częściej charakteryzowane przez compositio, poprzez średniowieczną ars sacra radykalnie nawróconą ze złej drogi, krużgankami ku prekursorstwu naszej "prywatnej sztuki", do kanonizacji estetyki w kodeksie, wielkiej społecznej technologii Roku 0, ciągle jeszcze zachowującej kulturę Słowa i, co okrutnie ironiczne, do rozpowszechnienia nowych wizualnych form sztuki.

Ta retro - perspektywa będzie dowodzić, że zwracamy się (do tyłu?) w stronę nowego wieku "powszechnego obrazu" - już nie świętego lecz świeckiego - zamkniętego, jak w przeszłości , w brzemiennym w skutkach, jeśli nie śmiertelnym uścisku wraz z przemyślną teorią, której implikacje zawsze są troszkę, zdaje się, poza nami. Podczas, kiedy usiłujemy szkolić sensus communis odpowiednio do młodocianego wieku naszej Atlantydy, rozumienie M.M. zachowuje nieprzerwaną witalność: antiquitas saeculi inventus mundi.

Warren Niesłuchowski

niedziela, czerwca 26, 2011

Z cyklu miejskie wędrówki

Pachniało wiosną. Można było naprawdę docenić piękno tej chwili. Ludzie mieli twarze bardziej pogodne niż zwykle. Samochody płynęły równym strumieniem to w jedną to w drugą stronę.

Szedłem.

Najpierw przez podziemne korytarze głównego dworca potem już chodnikiem na powierzchni miasta. Przechodząc główny skwer otarłem się o egzotyczne i smutne postaci bezdomnych i zbłąkanych dusz. Jedni stali zbici w małe grupki, inni siedzieli z pustymi twarzami, a jeszcze inni spali skurczeni na ławkach. Zaszedłem do małej knajpki na piwo. Było chłodne i wodniste, jak zwykle bywa piwo w Polsce. W samej knajpie było zupełnie pusto trochę ludzi obległo stoliki ustawione na chodniku. Mówili po angielsku.

Siedziałem.

Obserwowałem przechodniów. W małym tłumie na przystanku wypatrzyłem młodą kobietę, która ubrana była w czerwoną ołówkową spódnicę i czerwony płaszczyk. Urzekła mnie jej elegancja. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Wciąż i wciąż się w nią wypatrywałem, bo tłum raz gęstniał, a raz się przerzedzał w zależności od nadjeżdżających autobusów. W końcu wsiadła do jednego z nich. W gardle poczułem uścisk tęsknoty.

Wstałem.

Nie było jeszcze późno. Na zegarze wbitym w ścianę eleganckiej kamienicy ślimaczyła się ósma. W duszy czułem pustkę, a oczy przykrywał mi czarny, smolisty muł. Chwiejnym krokiem poszedłem na most. Wyjrzałem za balustradę patrząc na spokojną wieczorem rzekę. Po drodze zobaczyłem niewielką knajpkę - kilka stolików i krzeseł. Ludzi prawie wcale. Ale widok roztaczał się z niej przecudny na zielone korony drzew i wijącą się w dole ulicę. Wolno kroczyłem dalej. Gdy dochodziłem do drugiego brzegu w dole spostrzegłem szeroką plaże porośniętą trawą i krzewami. Doskonałe miejsce na spokojny sen - pomyślałem. Bez trudu udało mi się odnaleźć drogę do bezludnej plaży. Delikatnie usiadłem na grudkach ciepłej ziemi. Poczułem, jak opuszczają mnie siły. Położyłem się na ciepłej ziemi. Zamknąłem oczy. Czekając na sen, który nie nadchodził...

Leżałem.


Powoli odpływałem w ciemność. Ale wciąż słyszałem jednostajny szum ulicy, a w oddali lekkie stukotanie pociągu. Nagle jakieś dźwięki na chwilę wyrwały mnie z letargu. Pomyślałem, że to okoliczni amatorzy taniego wina, którzy postanowili rozpocząć nocną imprezę, ale nie, to były tylko głosy miasta. Otworzyłem oczy. Ujrzałem widok rozświetlonego światłami miasta. Zacząłem liczyć przejeżdżające pociągi. Chciałem poczekać aż do liczę do dziesięciu, ale wytrzymałem tylko do pięciu.


Wstałem i wróciłem tam skąd przyszedłem.

niedziela, marca 06, 2011

O pisaniu słów kilka

To, co bym mógł łatwo napisać, nie pociąga mnie. Dlatego właśnie, że dobrze układam zdania, mam wstręt do dobrze ułożonych zdań. Nie dlatego, żebym lubił trudność dla niej samej, ale uważam, że dzisiejsi pisarze już za mało się trudzą. Na to, żeby móc napisać powieść zbyt mało znam życie innych i ja sam jeszcze nie żyłem. Wiersze nudzą mnie. Aleksandryny są już zużyte do cna, a biały wiersz jest bezkształtny. Jedyny poeta, który mnie dziś zadowala to Rimbaud.

Bernard w "Fałszerzach" André Gide

Umysłowe zdjecia

Człowiek musi nauczyć się robić w różnych momentach swojego życia i w różnych stanach emocjonalnych coś w rodzaju "umysłowych zdjęć" samego siebie i to nie zdjęć szczegółów, lecz zdjęć całości takiej, jaką zobaczył. Innymi słowy zdjęcia te muszą równocześnie zawierać wszystko to, co w danej chwili człowiek może sobie zobaczyć. Emocje, nastroje, myśli, doznania, pozy, ruchy, tony głosu, wyrazy twarzy itd.

Georgij Gurdżijew

Otwartość na nowe

Człowiek, słysząc rzeczy dla siebie nowe, zamiast próbować je zrozumieć njapierw zaczyna się z nimi spierać albo udowadniać ich niesłuszność, przeciwstawiając im opinie, którą uważa za zgodną z prawdą, a która z reguły nie ma z nimi żadnego związku. W ten sposób traci wszelką sznasę na odkrycie czegoś nowego.

Georgij_Gurdżijew

Wycieczki w świat

Wycieczki w świat

- cudów
- chimer
- fantomów
- poetów
- potworów
- filozofów
- ptaków
- kobiet
- wariatów
- magów
- drzew
- erotyków
- kamieni
- owadów
- gór
- trucizn
- matematyki

"Kilka notatek z dziennika"
Max Ernst

poniedziałek, lutego 07, 2011

Zdjęcia Vivian Maier

Pisałem tu nie raz o różnych fotografiach autorstwa różnych fotograficzek i fotografów, ale te są naprawdę niesamowite. Robiła je anonimowo amatorka, a odkrył je dla potomnych agent nieruchomości (w wolnym czasie zbierając materiały do książki).

Oto jego blog o Vivian Maier.

środa, listopada 17, 2010

* * *

Przebiega szybko przez ulice miasta na ostatnim oddechu. Uwaga już nie istnieje.

Szybko, szybko aby tylko się schować we własnej skorupie.

Wściekłość.

Wściekłość, która była od zawsze, ale tylko
lekko czaiła się za rogiem teraz jest już na co dzień .

Wciąż ta sama droga – tam i z powrotem.
Wejście i wyjście.

Jeden sklep a potem drugi.
Milczenie. Wrzaski. Chaos.

Twarze takie same. Brudne i napięte od niespełnionych marzeń.

Młodzi jeszcze bujają w obłokach.

Milczenie. Wrzaski. Stukot butów i mokry bruk.

Zapada zmrok w deszczu.

Co robić?

poniedziałek, listopada 08, 2010

Zielona królewna

Ubrana była w zieloną sukienkę, która miała fason bombki. Była śliczna, jej materiał był delikatnie świecący i zmysłowy w dotyku.

Miała umalowane usta wiśniową szminką. Pachniała zmysłowo. Czułem narastające pożądanie. Pożądanie było tym większe im bardziej była blisko.

Kazała mi założyć sobie na szyję wysoką stójkę w formie królewskiej kryzy, która zmieniła ją w zieloną królewnę.

Odwróciła się do mnie plecami. Wolno podniosłem sukienkę do góry. Nie mogłem się opanować. Wsadziłem delikatnie… Jakby zapachniała mocniej.

Pożądanie było tym większe, że wiedziałem, że krzywdzę innych. Rżnąłem ją mocno. Krzyczała, ale jej elegancja pozostała nie naruszona.

Rano obudziłem się zdziwiony i nie mogłem przestać myśleć o tym, że zdrada może pojawić się znienacka i nagle - nawet we śnie.

środa, października 20, 2010

Opis zjawiskowej kobiety w metrze: detale.



Szczupła

Fryzura stylizowana na lata 20-te

Szerokie i ładne usta (bez makijażu)

Skromna, ale elegancka letnia sukienka, w kwiatki

Delikatne sandałki, paznokcie u nóg pomalowane krwistym lakierem

Duża, lakierowana torba

Giętkość i wdzięk. W każdym ruchu erotyzm

Pociągająca

Piękne dłonie o długich palcach

Paznokcie u rąk pomalowane bezbarwnym lakierem, krótko obcięte.

Duże okulary wsunięte w dekolt

Skupiona na swojej komórce

W dłoniach trzyma niewielką karteczkę – tak jakby miała tam zapisany numer telefonu, pod który zamierza zadzwonić po wyjściu z metra.

czwartek, września 09, 2010

Drobne detale

Najważniejsze są drobne detale. Umiejętność ich dostrzegania to prawdziwa sztuka, która wymaga albo niezwykłych zdolności i wrażliwości albo też lat ćwiczeń.

Zwykle przechodzę obok nich obojętny, głuchy na ich prawdę i inspirację oraz wsparcie i zrozumienie, które mogą zaoferować. To może być plakat na murku, przedmiot porzucony na ulicy, jakaś zasłyszana informacja, czy wpis na forum. To oczywiste, że je dostrzegam, widzę, ale nie zadaje sobie trudu aby je zrozumieć, poszukać ich znaczenia i szerszego kontekstu.

Czasem tylko uda mi się coś przypomnieć, jakiś drobny szczegół, który potraktowałem w jeden określony sposób, odczytując jego znaczenie w sposób dosłowny albo tak, jak mi się wydawało, że powinienem go zrozumieć. Po pewnym czasie okazuje się, że było zawarte w nim zupełnie inne przesłanie lub znaczenie, które pozwoliło mi wniknąć znacznie głębiej w siebie, zrozumieć moje ograniczenia, ustalone nawyki. To jest niezwykle ożywcze i pozwala spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony niż dotychczas.

Sztuka odkrywania znaczenia drobnych detali jest ciekawym ćwiczeniem własnej wyobraźni. Pozwala nam dłużej zachować młodość i radość życia, a przede wszystkim ciekawość – tak ciekawość to ona chyba jest tutaj najważniejsza i jeszcze kreatywność.

sobota, września 04, 2010

Z cyklu mikro-sytuacje

Zauważyłem to dziś wychodząc ze sklepu. Matka z dzieckiem, kilkuletnim chłopczykiem - kiedy wychodziłem zamierzała wejść. Powiedziała do swojego synka – zobaczmy, czy jest kolejka.

W sklepie nie było prawie nikogo oprócz jednego młodego mężczyzny, który – jak pamiętam - nie mógł zdecydować się jakie ma kupić mięso.

Kiedy były jeszcze uchylone drzwi zajrzała do środka i chociaż żadnej kolejki nie było powiedziała: - Nie, chodźmy, serek kupimy już jutro. Jednak jej syn nie ustępował. Pewnie chciał aby mu coś kupiła. Jakoś już nie spojrzałem, czy weszli do środka, czy też nie. Mam wrażenie, że działo się to wszystko zaledwie przez kilka sekund. Ciekawe dlaczego zwróciłem na to uwagę?