piątek, września 21, 2012
Jack Vettriano
Wstyd się przyznać. Dopiero go "odkryłem", tak przypadkiem, ukradkiem, a to podobno najbardziej popularny artysta Wielkiej Brytanii. Jego prace ma w swojej kolekcji m.in Jack Nicholson.
Duży artykuł na temat Jacka Vettriano w Guardianie.
Link do strony artysty - Jack Vettriano.
piątek, maja 25, 2012
Megamiasta
Socjologie...
Książka francuskiego badacza poświęcona chorobom psychicznym.
- Powstanie i rozwój socjologii chorób psychicznych
- Zagadnienia metody
- Wstęp do socjologii chorób psychicznych
- Od ekologii do badania zbiorowości
- Psychiatria społeczeństwa globalnego: od zawodów i klas społecznych do społeczeństwa przemysłowego
- Psychiatria grup społecznych: grupy religijne
- Psychiatria grup społecznych: grupy etniczne
- Psychiatria grup społecznych: grupa rodzinna
- U kresu drogi
- Chory i społeczeństwo
- Świat psychozy
A jakby napisać taką książkę: "Socjologia sadomasochizmu"?
Z cyklu notatki
Eksperymenty z wyklejanymi notatnikami
środa, kwietnia 25, 2012
Sny
środa, października 26, 2011
Jedna myśl
czwartek, września 29, 2011
Prajna-Paramita
wtorek, sierpnia 30, 2011
W naszym milenijnym roku A.D. MM, z jego głębokim sensem końca i początku w każdej sferze, łuk sztuki, jaką znaliśmy wydaje się układać pod horyzontem historycznym, i pytanie o nową sztukę(i) podnosi głowę najczęściej pod płaszczykiem owego podchwytliwego terminu "media".Warren Niesłuchowski
Ale kwestia ars nova, ktora jest kwestią re-formowania modernizmu w tworzeniu sztuki, jej techne i poetyki, gwałtownie zawróciła całość, ten nexus rywalizujących tradycji nazywanych beztrosko "zachodnimi" - przez długość Medium Aevum i Rok 1000, ku początkom ery klasycznej i jej zenitowi (bądź nadirowi) w Roku 0, ku wzniesieniu (bądź nadirze?) wielkiego grecko-romańskiego systemu świata (i naszej pierwszej kultury globalnej), wprowadzonej przez Aleksandra, trwającej pod rzymskim imperium i w następującym po nim chrześcijaństwie.
Szczęśliwie Marshall McLuhan zapoczątkował swoją obrazoburczą pracę pół wieku temu bliskim odczytaniem, poprzez optykę klasycznej poetyki, pisarstwa najbardziej "modern" w renesansie, broniąc poszukiwań ars grammatica przeciw dialektykom. M.M. przedstawił "medium", jako przedłużenie(przeciągnięcie) ludzkiej zmysłowości, najlepiej, pasażem od wizualnej do akustycznej przestrzeni w erze elektronicznej.
Będziemy rewidować owo dochodzenie w sprawie sztuki i jej aisthesis (łacińskie sensus), począwszy od obecnie nadmiernie rozszerzonej sztuki współczesnej, której instytucje i estetyka są coraz częściej charakteryzowane przez compositio, poprzez średniowieczną ars sacra radykalnie nawróconą ze złej drogi, krużgankami ku prekursorstwu naszej "prywatnej sztuki", do kanonizacji estetyki w kodeksie, wielkiej społecznej technologii Roku 0, ciągle jeszcze zachowującej kulturę Słowa i, co okrutnie ironiczne, do rozpowszechnienia nowych wizualnych form sztuki.
Ta retro - perspektywa będzie dowodzić, że zwracamy się (do tyłu?) w stronę nowego wieku "powszechnego obrazu" - już nie świętego lecz świeckiego - zamkniętego, jak w przeszłości , w brzemiennym w skutkach, jeśli nie śmiertelnym uścisku wraz z przemyślną teorią, której implikacje zawsze są troszkę, zdaje się, poza nami. Podczas, kiedy usiłujemy szkolić sensus communis odpowiednio do młodocianego wieku naszej Atlantydy, rozumienie M.M. zachowuje nieprzerwaną witalność: antiquitas saeculi inventus mundi.
niedziela, czerwca 26, 2011
Z cyklu miejskie wędrówki
Szedłem.
Najpierw przez podziemne korytarze głównego dworca potem już chodnikiem na powierzchni miasta. Przechodząc główny skwer otarłem się o egzotyczne i smutne postaci bezdomnych i zbłąkanych dusz. Jedni stali zbici w małe grupki, inni siedzieli z pustymi twarzami, a jeszcze inni spali skurczeni na ławkach. Zaszedłem do małej knajpki na piwo. Było chłodne i wodniste, jak zwykle bywa piwo w Polsce. W samej knajpie było zupełnie pusto trochę ludzi obległo stoliki ustawione na chodniku. Mówili po angielsku.
Siedziałem.
Obserwowałem przechodniów. W małym tłumie na przystanku wypatrzyłem młodą kobietę, która ubrana była w czerwoną ołówkową spódnicę i czerwony płaszczyk. Urzekła mnie jej elegancja. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Wciąż i wciąż się w nią wypatrywałem, bo tłum raz gęstniał, a raz się przerzedzał w zależności od nadjeżdżających autobusów. W końcu wsiadła do jednego z nich. W gardle poczułem uścisk tęsknoty.
Wstałem.
Nie było jeszcze późno. Na zegarze wbitym w ścianę eleganckiej kamienicy ślimaczyła się ósma. W duszy czułem pustkę, a oczy przykrywał mi czarny, smolisty muł. Chwiejnym krokiem poszedłem na most. Wyjrzałem za balustradę patrząc na spokojną wieczorem rzekę. Po drodze zobaczyłem niewielką knajpkę - kilka stolików i krzeseł. Ludzi prawie wcale. Ale widok roztaczał się z niej przecudny na zielone korony drzew i wijącą się w dole ulicę. Wolno kroczyłem dalej. Gdy dochodziłem do drugiego brzegu w dole spostrzegłem szeroką plaże porośniętą trawą i krzewami. Doskonałe miejsce na spokojny sen - pomyślałem. Bez trudu udało mi się odnaleźć drogę do bezludnej plaży. Delikatnie usiadłem na grudkach ciepłej ziemi. Poczułem, jak opuszczają mnie siły. Położyłem się na ciepłej ziemi. Zamknąłem oczy. Czekając na sen, który nie nadchodził...
Leżałem.
Powoli odpływałem w ciemność. Ale wciąż słyszałem jednostajny szum ulicy, a w oddali lekkie stukotanie pociągu. Nagle jakieś dźwięki na chwilę wyrwały mnie z letargu. Pomyślałem, że to okoliczni amatorzy taniego wina, którzy postanowili rozpocząć nocną imprezę, ale nie, to były tylko głosy miasta. Otworzyłem oczy. Ujrzałem widok rozświetlonego światłami miasta. Zacząłem liczyć przejeżdżające pociągi. Chciałem poczekać aż do liczę do dziesięciu, ale wytrzymałem tylko do pięciu.
Wstałem i wróciłem tam skąd przyszedłem.
niedziela, marca 06, 2011
O pisaniu słów kilka
Bernard w "Fałszerzach" André Gide
Umysłowe zdjecia
Georgij Gurdżijew
Otwartość na nowe
Georgij_Gurdżijew
Wycieczki w świat
- cudów
- chimer
- fantomów
- poetów
- potworów
- filozofów
- ptaków
- kobiet
- wariatów
- magów
- drzew
- erotyków
- kamieni
- owadów
- gór
- trucizn
- matematyki
"Kilka notatek z dziennika"
Max Ernst
poniedziałek, lutego 07, 2011
Zdjęcia Vivian Maier
Oto jego blog o Vivian Maier.
środa, listopada 17, 2010
* * *
Szybko, szybko aby tylko się schować we własnej skorupie.
Wściekłość.
Wściekłość, która była od zawsze, ale tylko
lekko czaiła się za rogiem teraz jest już na co dzień .
Wciąż ta sama droga – tam i z powrotem.
Wejście i wyjście.
Jeden sklep a potem drugi.
Milczenie. Wrzaski. Chaos.
Twarze takie same. Brudne i napięte od niespełnionych marzeń.
Młodzi jeszcze bujają w obłokach.
Milczenie. Wrzaski. Stukot butów i mokry bruk.
Zapada zmrok w deszczu.
Co robić?
poniedziałek, listopada 08, 2010
Zielona królewna
Miała umalowane usta wiśniową szminką. Pachniała zmysłowo. Czułem narastające pożądanie. Pożądanie było tym większe im bardziej była blisko.
Kazała mi założyć sobie na szyję wysoką stójkę w formie królewskiej kryzy, która zmieniła ją w zieloną królewnę.
Odwróciła się do mnie plecami. Wolno podniosłem sukienkę do góry. Nie mogłem się opanować. Wsadziłem delikatnie… Jakby zapachniała mocniej.
Pożądanie było tym większe, że wiedziałem, że krzywdzę innych. Rżnąłem ją mocno. Krzyczała, ale jej elegancja pozostała nie naruszona.
Rano obudziłem się zdziwiony i nie mogłem przestać myśleć o tym, że zdrada może pojawić się znienacka i nagle - nawet we śnie.
środa, października 20, 2010
Opis zjawiskowej kobiety w metrze: detale.
Szczupła
Fryzura stylizowana na lata 20-te
Szerokie i ładne usta (bez makijażu)
Skromna, ale elegancka letnia sukienka, w kwiatki
Delikatne sandałki, paznokcie u nóg pomalowane krwistym lakierem
Duża, lakierowana torba
Giętkość i wdzięk. W każdym ruchu erotyzm
Pociągająca
Piękne dłonie o długich palcach
Paznokcie u rąk pomalowane bezbarwnym lakierem, krótko obcięte.
Duże okulary wsunięte w dekolt
Skupiona na swojej komórce
W dłoniach trzyma niewielką karteczkę – tak jakby miała tam zapisany numer telefonu, pod który zamierza zadzwonić po wyjściu z metra.
piątek, października 15, 2010
czwartek, września 09, 2010
Drobne detale
Najważniejsze są drobne detale. Umiejętność ich dostrzegania to prawdziwa sztuka, która wymaga albo niezwykłych zdolności i wrażliwości albo też lat ćwiczeń.
Zwykle przechodzę obok nich obojętny, głuchy na ich prawdę i inspirację oraz wsparcie i zrozumienie, które mogą zaoferować. To może być plakat na murku, przedmiot porzucony na ulicy, jakaś zasłyszana informacja, czy wpis na forum. To oczywiste, że je dostrzegam, widzę, ale nie zadaje sobie trudu aby je zrozumieć, poszukać ich znaczenia i szerszego kontekstu.
Czasem tylko uda mi się coś przypomnieć, jakiś drobny szczegół, który potraktowałem w jeden określony sposób, odczytując jego znaczenie w sposób dosłowny albo tak, jak mi się wydawało, że powinienem go zrozumieć. Po pewnym czasie okazuje się, że było zawarte w nim zupełnie inne przesłanie lub znaczenie, które pozwoliło mi wniknąć znacznie głębiej w siebie, zrozumieć moje ograniczenia, ustalone nawyki. To jest niezwykle ożywcze i pozwala spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony niż dotychczas.
Sztuka odkrywania znaczenia drobnych detali jest ciekawym ćwiczeniem własnej wyobraźni. Pozwala nam dłużej zachować młodość i radość życia, a przede wszystkim ciekawość – tak ciekawość to ona chyba jest tutaj najważniejsza i jeszcze kreatywność.
sobota, września 04, 2010
Z cyklu mikro-sytuacje
Zauważyłem to dziś wychodząc ze sklepu. Matka z dzieckiem, kilkuletnim chłopczykiem - kiedy wychodziłem zamierzała wejść. Powiedziała do swojego synka – zobaczmy, czy jest kolejka.
W sklepie nie było prawie nikogo oprócz jednego młodego mężczyzny, który – jak pamiętam - nie mógł zdecydować się jakie ma kupić mięso.
Kiedy były jeszcze uchylone drzwi zajrzała do środka i chociaż żadnej kolejki nie było powiedziała: - Nie, chodźmy, serek kupimy już jutro. Jednak jej syn nie ustępował. Pewnie chciał aby mu coś kupiła. Jakoś już nie spojrzałem, czy weszli do środka, czy też nie. Mam wrażenie, że działo się to wszystko zaledwie przez kilka sekund. Ciekawe dlaczego zwróciłem na to uwagę?







