piątek, stycznia 18, 2013

Pamięć budzi się w cyberprzestrzeni





Zdawkowość pamięci, okruchy i coraz mniej wyraźnych śladów. Wszystko mi się zamazuje, chciałoby się powiedzieć „wymazuje”. Tylko jakieś zdjęcia z dzieciństwa, zresztą nie moje,  tylko kogoś innego, migocące przed moimi oczyma na serwisach społecznościowych. Przepływające w strumieniu nieustających wrzutek, diagramów, rycin, komentarzy, fotosów, linków, cytatów, odniesień. 

Moje zdjęcia z dzieciństwa leżą gdzieś w zakurzonych, plastykowych klaserach.
Czasem jedynie jakiś głód, skomlenie wewnętrzne duszy za historią, tradycją, która tak długo i systematycznie wycinałem ze swojego życia. Aż zostałem ogołocony, wytrzebiony i teraz zmuszony jestem tylko patrzeć i patrzeć.

O czasie i pamięci piszę „Z dystansu” . Bardzo to inspirujące tylko teraz mam wrażenie, że pamięć mieć będziemy cybernetyczną. Wszelkie skojarzenia, nawet te okruchy, ślady stamtąd brać będziemy.

piątek, września 21, 2012

Mark Lombardi




Jeszcze jeden artysta, który został przeze mnie odkryty w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Mark Lombardi, który wykorzystując ogólnodostępne dane śledził powiązania pomiędzy firmami, biznesem a światem polityki. 

Poniżej wypowiedź artysty:


In 1994 I began a series of drawings I refer to as "narrative structures." Most were executed in graphite or pen and ink on paper. Some are quite large, measuring up to 5 x 12 feet.

I call them "narrative structures" because each consists of a network of lines and notations which are meant to convey a story, typically about a recent event of interest to me, like the collapse of a large international bank, trading company, or investment house. One of my goals is to explore the interaction of political, social and economic forces in contemporary affairs. ... Working from syndicated news items and other published accounts, I begin each drawing by compiling large amounts of information about a specific bank, financial group or set of individuals. After a careful review of the literature I then condense the essential points into an assortment of notations and other brief statements of fact, out of which an image begins to emerge.

My purpose throughout is to interpret the material by juxtaposing and assembling the notations into a unified, coherent whole. In some cases I use a set of stacked, parallel lines to establish a time frame. Hierarchical relationships, the flow of money and other key details are then indicated by a system of radiating arrows, broken lines and so forth. Some of the drawings consist of two different layers of information—one denoted in black, the other, red. Black represents the essential elements of the story while the major lawsuits, criminal indictments or other legal actions taken against the parties are shown in red. Every statement of fact and connection depicted in the work is true and based on information culled entirely from the public record.


W efekcie powstawały nieraz bardzo skomplikowane szkice, które przypominały grafy sieci społecznych. Można przeczytać artykuł, autorstwa Beniamina Fry, eksperta od wizualizacji danych, który pokazuje bliskie związki między twórczością Lombardiego, a analizą sieci społecznej.

por. Beniamin Fry Learning from Lombardi

Jack Vettriano





Wstyd się przyznać. Dopiero go "odkryłem", tak przypadkiem, ukradkiem, a to podobno najbardziej popularny artysta Wielkiej Brytanii. Jego prace ma w swojej kolekcji m.in Jack Nicholson.
Duży artykuł na temat Jacka Vettriano w Guardianie.
Link do strony artysty - Jack Vettriano.


piątek, maja 25, 2012

Megamiasta



Miasto, jako labirynt ulic, jako sitaka relacji, kręte, zaplatające się na siebie, to znów zrywające się linie życia pojedynczych ludzi. 

Miasto, jako puzzle gigantycznych budowli, pnących się ku niebu, błyszczących w słońcu. Sfery luksusu i przenikającej każdy gest i każde spojrzenie smutnej nędzy.

Miasto, jako świat, w którym żyją bohaterowie pierwszych stron gazet, ale też prawdziwi anty-bohaterzy, kustosze pieniędzy, samotne matki, nienawidzący się małżonkowie, uświęcone tradycją i obyczajem rodziny, uduchowieni pracownicy opieki społecznej i kreatywni komornicy.

W takich miastach możemy spotkać fałszywych alfonsów nabierających swoich klientów na piękne zdjęcia eleganckich prostytutek, które nie istnieją. Alfonsów, którzy, ukrywają swoją samotność i po skończonym dniu „pracy” ładują sobie działkę i odpływają…

Socjologie...

Książka "Socjologie chorób psychicznych"






Książka francuskiego badacza poświęcona chorobom psychicznym.


  • Powstanie i rozwój socjologii chorób psychicznych
  • Zagadnienia metody
  • Wstęp do socjologii chorób psychicznych
  • Od ekologii do badania zbiorowości
  • Psychiatria społeczeństwa globalnego: od zawodów i klas społecznych do społeczeństwa przemysłowego
  • Psychiatria grup społecznych: grupy religijne
  • Psychiatria grup społecznych: grupy etniczne
  • Psychiatria grup społecznych: grupa rodzinna
  • U kresu drogi
  • Chory i społeczeństwo
  • Świat psychozy


A jakby napisać taką książkę: "Socjologia sadomasochizmu"? 

Z cyklu notatki




Eksperymenty z wyklejanymi notatnikami

„Odnajdywałem w gazecie coś, co przypominało mi bądź łączyło się z czymś, co napisałem. Wycinałem więc artykuł i wklejałem do notatnika obok cytatów z mojej książki lub szedłem ulicą i nagle zauważałem typowo książkową scenę – fotografowałem ją więc i wklejałem do notatnika.

Odkryłem, że pracując nad jedną stroną, śniłem następnie coś, co wiązało się z połączeniem tego samego słowa i obrazu… interesowało mnie to, jak słowo i obraz radzą sobie bardziej rozbudowanymi skojarzeniami.

***

Robiłem dużo ćwiczeń z czymś, co nazywam „podróżą w czasie” czyli np. z przywoływaniem koordynacji obiektów fotografowanych w pociągu z treścią tego, o czym myślałem w tym samym czasie, z tym, co czytałem i co zapisywałem  wszystko to pokazuje, że absolutnie można wrócić do jednego punktu w czasie.

Notatnik z trzema kolumnami

By ćwiczyć technikę, gdy jestem w podróży na przykład z Tangeru na Gibraltar zapisuje to w trzech kolumnach zeszytu, który noszę zawsze przy sobie.

Pierwsza kolumna – opis podróży  tego, co się działo: jak zjawiłem się na lotnisku, wszystkie rzeczy, o których mówili sprzedawcy, które słyszałem w samolocie, a także w jakim hotelu się zarejestrowałem.

Druga kolumna – co myślałem w danym momencie albo inne myśli pod wpływem sytuacji.

Trzecia kolumna – cytaty z książki, którą wówczas czytałem.


Na podstawie wywiadu z Williamem Burroughsem [Condrad Kinickebocker / Paris Review] za serwisem Magivanga




środa, kwietnia 25, 2012

Sny


Podczas kilku ostatnich nocy śnił mi się prawdziwy cykl koszmarów. Większości snów pamiętam już słabo wręcz jakby przez mgłę. Śniło mi się, że byłem więźniem obozu koncentracyjnego, byłem w więzieniu, uciekałem przed strażnikami. Pamiętam, że towarzyszył mi jeden z moich przyjaciół, o czymś rozmawialiśmy. To podniosło mnie na duchu.

Ale jeden koszmar pamiętam dość wyraźnie. Byłem poddawany torturom. Moje ciało zostało rozczłonkowane. Pozostała jedynie głowa, szyja, kawałek torsu i bijące serce. Wszystko to zostało umieszczono na długim stalowym pręcie. Żyłem. Otaczała mnie grupa jakiś pewnie naukowców. Pamiętam, że ich szefową była kobieta. Mogłem żyć bowiem moje serce podłączone było do kilkunastu wąskich rurek, które podtrzymywały jego drgania. Owa szefowa powiedziała coś w tym stylu: „i teraz Robercie powoli będziemy odbierać ci życie, kawałek po kawałeczku. Raczej nie będzie to bolało.” Jak powiedziała tak zrobiła. powoli zaczęli odłączać owe rureczki. Czułem się dziwnie, jakby ktoś lekko mnie łaskotał po sercu, ale sam obraz był tak nieprawdopodobnie przerażający, że się obudziłem w środku nocy.

Najdziwniejsze jest jednak to, że dzisiaj jak przypomniał mi się ów koszmar bardzo szybko odnalazłem zdjęcie w internecie, które bardzo przypomina to, jak wyglądałem w owym śnie. Stało się to zupełnie bezwiednie. Ot tak kliknąłem na jakiś link i bach, pojawiło się oto te zdjęcie.


środa, października 26, 2011

Jedna myśl

Czy uda mi się wyrwać z tego zaklętego kręgu wzlotów i upadków. Czy to jest forma sprawdzianu, które muszę odbyć aby dowiedzieć się paru ważnych spraw na swój temat? Czy też droga na zatracenie? Nie ma złotej recepty na klęskę.

czwartek, września 29, 2011

Prajna-Paramita


Niechcący się jakoś w coś zaplątałem. I mam wrażenie, że nie mam wyjścia. Nastały czasy słodko-gorzkie z przewagą goryczy i cichej, a czasem nawet i warkliwej rozpaczy. Wciąż sobie obiecuję, że już stąd wyjdę, ale wciąż na nowo wracam.



Czy brakuje mi odwagi? Czym jest odwaga, na litość boską! 

Teraz mam chociaż wrażenie (nie znoszę tego określenia – jest takie egzaltowane), że nie ma już we mnie takiego, jak był wcześniej stanu „wiecznego powrotu”. To takie powtarzające się uczucie, sposób postrzegania, że jak na coś patrzysz to wydaje ci się, że to już widziałeś, że jak coś słyszysz, to wydaje ci się, że już to słyszałeś, jak z kimś rozmawiasz, to w głowie huczy ci to samo, to samo, to samo i tak w koło, na okrągło.

Teraz z każdą chwilą wszystko tracę i dlatego już nic nie pamiętam. Ale to wcale nie znaczy, że jak coś widzę to widzę to na nowo. Widzę wyblakła kalkę, na której coraz wyraźniej rysują się moje lęki i obsesje, paranoje, węzły, kompleksy – ot nerwica wieku średniego.

Gdzie mogę odnaleźć spokój? Tak, aby wszystko przebiegało powoli i majestatycznie, tak abym mógł celebrować każdy moment swojego istnienia. Już o nic mi w nie chodzi. Czyżby?

wtorek, sierpnia 30, 2011

W naszym milenijnym roku A.D. MM, z jego głębokim sensem końca i początku w każdej sferze, łuk sztuki, jaką znaliśmy wydaje się układać pod horyzontem historycznym, i pytanie o nową sztukę(i) podnosi głowę najczęściej pod płaszczykiem owego podchwytliwego terminu "media".

Ale kwestia ars nova, ktora jest kwestią re-formowania modernizmu w tworzeniu sztuki, jej techne i poetyki, gwałtownie zawróciła całość, ten nexus rywalizujących tradycji nazywanych beztrosko "zachodnimi" - przez długość Medium Aevum i Rok 1000, ku początkom ery klasycznej i jej zenitowi (bądź nadirowi) w Roku 0, ku wzniesieniu (bądź nadirze?) wielkiego grecko-romańskiego systemu świata (i naszej pierwszej kultury globalnej), wprowadzonej przez Aleksandra, trwającej pod rzymskim imperium i w następującym po nim chrześcijaństwie.

Szczęśliwie Marshall McLuhan zapoczątkował swoją obrazoburczą pracę pół wieku temu bliskim odczytaniem, poprzez optykę klasycznej poetyki, pisarstwa najbardziej "modern" w renesansie, broniąc poszukiwań ars grammatica przeciw dialektykom. M.M. przedstawił "medium", jako przedłużenie(przeciągnięcie) ludzkiej zmysłowości, najlepiej, pasażem od wizualnej do akustycznej przestrzeni w erze elektronicznej.

Będziemy rewidować owo dochodzenie w sprawie sztuki i jej aisthesis (łacińskie sensus), począwszy od obecnie nadmiernie rozszerzonej sztuki współczesnej, której instytucje i estetyka są coraz częściej charakteryzowane przez compositio, poprzez średniowieczną ars sacra radykalnie nawróconą ze złej drogi, krużgankami ku prekursorstwu naszej "prywatnej sztuki", do kanonizacji estetyki w kodeksie, wielkiej społecznej technologii Roku 0, ciągle jeszcze zachowującej kulturę Słowa i, co okrutnie ironiczne, do rozpowszechnienia nowych wizualnych form sztuki.

Ta retro - perspektywa będzie dowodzić, że zwracamy się (do tyłu?) w stronę nowego wieku "powszechnego obrazu" - już nie świętego lecz świeckiego - zamkniętego, jak w przeszłości , w brzemiennym w skutkach, jeśli nie śmiertelnym uścisku wraz z przemyślną teorią, której implikacje zawsze są troszkę, zdaje się, poza nami. Podczas, kiedy usiłujemy szkolić sensus communis odpowiednio do młodocianego wieku naszej Atlantydy, rozumienie M.M. zachowuje nieprzerwaną witalność: antiquitas saeculi inventus mundi.

Warren Niesłuchowski

niedziela, czerwca 26, 2011

Z cyklu miejskie wędrówki

Pachniało wiosną. Można było naprawdę docenić piękno tej chwili. Ludzie mieli twarze bardziej pogodne niż zwykle. Samochody płynęły równym strumieniem to w jedną to w drugą stronę.

Szedłem.

Najpierw przez podziemne korytarze głównego dworca potem już chodnikiem na powierzchni miasta. Przechodząc główny skwer otarłem się o egzotyczne i smutne postaci bezdomnych i zbłąkanych dusz. Jedni stali zbici w małe grupki, inni siedzieli z pustymi twarzami, a jeszcze inni spali skurczeni na ławkach. Zaszedłem do małej knajpki na piwo. Było chłodne i wodniste, jak zwykle bywa piwo w Polsce. W samej knajpie było zupełnie pusto trochę ludzi obległo stoliki ustawione na chodniku. Mówili po angielsku.

Siedziałem.

Obserwowałem przechodniów. W małym tłumie na przystanku wypatrzyłem młodą kobietę, która ubrana była w czerwoną ołówkową spódnicę i czerwony płaszczyk. Urzekła mnie jej elegancja. Nie mogłem oderwać od niej oczu. Wciąż i wciąż się w nią wypatrywałem, bo tłum raz gęstniał, a raz się przerzedzał w zależności od nadjeżdżających autobusów. W końcu wsiadła do jednego z nich. W gardle poczułem uścisk tęsknoty.

Wstałem.

Nie było jeszcze późno. Na zegarze wbitym w ścianę eleganckiej kamienicy ślimaczyła się ósma. W duszy czułem pustkę, a oczy przykrywał mi czarny, smolisty muł. Chwiejnym krokiem poszedłem na most. Wyjrzałem za balustradę patrząc na spokojną wieczorem rzekę. Po drodze zobaczyłem niewielką knajpkę - kilka stolików i krzeseł. Ludzi prawie wcale. Ale widok roztaczał się z niej przecudny na zielone korony drzew i wijącą się w dole ulicę. Wolno kroczyłem dalej. Gdy dochodziłem do drugiego brzegu w dole spostrzegłem szeroką plaże porośniętą trawą i krzewami. Doskonałe miejsce na spokojny sen - pomyślałem. Bez trudu udało mi się odnaleźć drogę do bezludnej plaży. Delikatnie usiadłem na grudkach ciepłej ziemi. Poczułem, jak opuszczają mnie siły. Położyłem się na ciepłej ziemi. Zamknąłem oczy. Czekając na sen, który nie nadchodził...

Leżałem.


Powoli odpływałem w ciemność. Ale wciąż słyszałem jednostajny szum ulicy, a w oddali lekkie stukotanie pociągu. Nagle jakieś dźwięki na chwilę wyrwały mnie z letargu. Pomyślałem, że to okoliczni amatorzy taniego wina, którzy postanowili rozpocząć nocną imprezę, ale nie, to były tylko głosy miasta. Otworzyłem oczy. Ujrzałem widok rozświetlonego światłami miasta. Zacząłem liczyć przejeżdżające pociągi. Chciałem poczekać aż do liczę do dziesięciu, ale wytrzymałem tylko do pięciu.


Wstałem i wróciłem tam skąd przyszedłem.