piątek, lutego 04, 2022

Koszmarne spotkanie w czasach pandemii



To było spotkanie, jak z jakiegoś koszmaru. Pewnego dnia umówiłem się z pewnym znajomym, a może należałoby już teraz napisać: byłym znajomym. Umówiliśmy się w jednej z tych sterylnych piwiarni, gdzie jedno piwo kosztuje tyle, co dwie paczki fajek.

W okół nas szalała pandemia, nic zatem dziwnego, że w środku owej sterylnej piwiarni było zaledwie kilku samotnych miłośników piwa. W międzyczasie dosiadła się niedaleko nas pewna rodzinka: młody facet ze swoją kobietą i dwójka dzieci. Z początku nawet się lekko zdziwiłem, że do piwiarni ktoś sprowadza dzieci, ale potem się okazało, że prócz picia piwa można tu również zamówić jakiś posiłek.

Rozmowa z owym znajomym już od samego początku spotkania jakoś się nie kleiła. Nie wiem w sumie dlaczego. Ale z minuty na minutę było coraz gorzej. Ów znajomy robił się coraz bardziej nerwowy. Może to piwo tak na niego podziałało? Im dłużej mówiłem, coraz bardziej niespokojnie przebierał nogami. Czyli chyba głównym powodem tego jego zdenerwowania było to, co do niego mówiłem.

W pewnym momencie przyznałem mu się do tego, że już mi się nie chce, nie chcę mi się pracować, w ogóle już mi się nic nie chcę. To pewnie też był efekt picia piwa, ale gdzieś tam w środku duszy, nie powiem, o tym czasem marzę, a kto nie marzy? Przyjemnie przecież byłoby tak się rozkoszować tym stanem nic-nierobienia tylko co jakiś czas. A zatem roztaczałem znajomemu, według mnie jakże piękną wizję, że będę sobie siedział i jedynie patrzył przed siebie, a jak mi się znudzi to siedzenie to pójdę na długi spacer, albo będę czytał książki. Widocznie mój znajomy w pewnej chwili nie mógł już znieść tej całej mojej defetystycznej opowieści, bo wkurwił się na mnie nie na żarty, wpierw przestał przebierać nerwowo nogami, po czym zaczął się cały trząść, a jego twarz stała się sina i napięta, w końcu zaczął na mnie krzyczeć, a potem wstał zabrał swoją kapotę i wyszedł.

Siedziałem jeszcze przez krótką chwilę cały wstrząśnięty. Nawet nie chciało mi się dopijać piwa, które jeszcze stało na stole. Po krótkiej chwili wstałem i też wyszedłem.

Tak, to było spotkanie, jak z jakiegoś koszmaru. Ta piwiarnia o sterylnym wyglądzie, trzęsący się znajomy, pustki wokół, czy ta rodzinka konsumująca swój obiadek i szalejąca na zewnątrz pandemia.


wtorek, sierpnia 31, 2021

Dokopuje się do własnych myśli

Nie sądziłem, że na tak długo zamilknę, że pisanie, odkąd pamiętam było czymś, co było moim największym marzeniem, tak zaniknie i przerodzi się w milczenie, przejmujące milczenie. To nawet nie to, że nie byłem w stanie tyle czasu nic napisać, nie dawałem sobie prawa do tego aby skrobnąć nawet najkrótszej, najbłahszej notatki, ale również moje myśli stawały się coraz bardziej wyblakłe i chaotyczne, nie byłem w stanie cokolwiek sobie pomyśleć, do czegokolwiek się ustosunkować, wyrazić jakiekolwiek zdanie na jakikolwiek temat. Momentami miałem wrażenie, że popadam w prawdziwe szaleństwo, a moja dusza rozpada się na drobne kawałeczki. 


Taka zupełna bierność, niemoc, rezygnacja, czy wręcz czekanie na śmierć. Czy może ta depresja, którą tak dobrze pamiętam nigdy mnie nie opuściła? Do tego jeszcze doszedł ten strach, coraz bardziej narastający - strach przed przemijaniem już nawet nie przed nędzą, ale coraz silniej przed upływającym czasem.

Ból istnienia. I coraz większa samotność, niemożność skomunikowania się z kimkolwiek nawet znajomymi, których uważałem za swoich przyjaciół. Teraz widzę ich, jak się oddalają i w końcu gdzieś nikną. Pamiętam tylko ich miny. Na którymś tam spotkaniu miałem wrażenie, jakby nie wiedzieli, co powiedzieć, kręcili się nerwowo spoglądając co rusz na siebie - ich oczy mówiły wszystko, były pełne zażenowania, dezorientacji. W końcu wyszli. Poczułem chłód i tą na nowo zdefiniowaną samotność.

Co mi zatem pozostaje? Czy mam odwagę, bo do tego trzeba mieć kurewską odwagę, ponownie powrócić do pisania?

A tyle przecież mógłbym opisać. Chociażby ostatnią, prawie trzytygodniową podróż po Europie, poczynając od Wrocławia, przez czeską Pragę do Niemiec, a tam nad jezioro Bodeńskie, gdzie zapomniałem zabrać plecaka, a potem do Heidelbergu, Trewiru i w końcu Paryża, mojego ukochanego Paryża, do którego od lat przecież tak tęskniłem. Spędziliśmy w nim przeszło tydzień, a dokładnie sześć bitych dni. Czas nam upływał głównie na chodzeniu, po muzeach, placach, ulicach i małych uliczkach. I planowałem kiedyś robić tam nawet jakiś research do mojej powieści, a snułem się bezmyślnie, zresztą całą podróż przeżyłem nieuważnie, wręcz nieprzytomnie. 

Po wyjeździe z Paryża spędziliśmy wieczór i noc, ale i też poranek na jakimś lokalnym kempingu w północno-zachodniej Francji, a potem pojechaliśmy do Dunkierki, przepięknej, małej i wręcz bezludnej nadmorskiej miejscowości. Czy wpierw była Dunkierka, a potem ten kemping już tego nie pamiętam. Kolejne etapy naszej podróży to: Amsterdam, jakieś miasteczko w Niemczech i w końcu Berlin. 

Czy byłbym w stanie to wszystko opisać? Czy w ogóle cokolwiek coś z tego zapamiętałem? Nie robiłem żadnych notatek, jak podczas naszych dawnych podróży. Wówczas cokolwiek jeszcze coś sobie notowałem w małych notatniczkach, czy zeszytach szkolnych. A teraz? Nic. Zupełna obojętność, taki suchy, beznamiętny umysł. 

Nie wiem, czy byłbym w stanie teraz cokolwiek sobie przypomnieć z tego, co zobaczyłem i przeżyłem i to opisać, chociażby sam dla siebie. Chyba jednak nie. A może?  

Czy to znaki czasu, starzeję się, czy po prostu folguje swojemu lękowi?

środa, października 21, 2020

Zapiski o przemijaniu

 

Dziś w Polsce ponad 10 tysięcy osób zaraziło się koronawirusem COVID-19, 130 osób zmarło albo z powodu, że zaraziły się koronawirusem albo też dlatego, że prócz tego były chore na inne choroby, podało Ministerstwo Zdrowia.

To, co teraz się dzieje, nie tyle wprawia mnie w rozpacz, ale pobudza do myślenia o przemijaniu. Stało się dla mnie niezwykłe, że coś było, coś przeżywałem, byłem to tu to tam, chodziłem do knajpy, rozmawiałem z kimś, z przyjaciółmi, a teraz to wszystko minęło, tego wszystkiego już nie ma. Jeśli tak pomyślę o życiu, nie tylko o swoim życiu, ale o życiu w ogóle to mówienie o rutynie, jest czymś kompletnie bezsensownym. Można jedynie mówić o każdym nowym dniu. Nie ważne, co się podczas tego dnia zdarzy lub nie zdarzy, bo tak, czy owak wszystko to przeminie. Jutro tego wszystkiego już nie będzie.

Dlatego należy podchodzić do każdego nowego dnia, tak, jakby to był pierwszy i ostatni dzień naszego życia. Należy zastanowić się, co można zrobić podczas tego dnia. Nie zastanawiać się, nie oceniać, nie mówić sobie, ach to kolejny dzień, taki sam, jak poprzednio. Nie, nie taki sam, być może z pozoru jedynie z pozoru nam się taki wydaję, ale każdego dnia może zdarzyć się wszystko, dosłownie wszystko, dlatego należy podchodzić do każdego rodzącego się dnia z wielką uwagą, z wielkim szacunkiem.

Pisanie mnie chroni


 

 

Poniżej kilka inspirujących cytatów w kontekście pracy, warsztatu pisarza:


"" Podzwyczajność"
"Pisanie mnie chroni. Poruszam się pod osłoną moich słów, zdań, zręcznie powiązanych akapitów, sprytnie obmyślanych rozdziałów" - pisze Perec w 1972 roku w krótkim tekście "Jesienne gnocchi" zamieszczonym teraz w polskich "Esejach". Natomiast w otwierających tom "Uwagach o tym, czego szukam" (1978 r.) powiada: "Nigdy nie napisałem dwóch jednakowych książek, nigdy nie miałem ochoty powtórzyć w którejś z książek formuły, systemu czy stylu wypracowanego w poprzedniej" - i od razu podsuwa coś w rodzaju autoklasyfikacji, czyli cztery główne obszary swoich zainteresowań, cztery tropy, cztery pytania, na które jego teksty - jego zdaniem - szukają odpowiedzi. Perec wylicza więc badanie codzienności, autobiografię, rzeczy ludyczne (czyli realizowanie najwyszukańszych formalnych przymusów), wreszcie "chęć pisania książek, które czyta się jednym tchem". Łatwo jednak dostrzec, że wszystkie te kwestie i zadania w najwybitniejszych tekstach Pereca pojawiają się łącznie, choć w zmiennych proporcjach."

[...]

"Jest jednak grupa tekstów, z pozoru nie całkiem atrakcyjnych, realizujących wprost jedno z podstawowych zadań, z którymi Perec się zmagał, w takiej czy innej formie obecnych niemal w całej jego twórczości - "podzwyczajność". W programowym tekście "Przybliżenia czego?" (1973 r.) pisał: "Dzienniki mówią o wszystkim, tylko nie o tym, co codzienne. (...) To, co dzieje się naprawdę, co przeżywamy, reszta, cała reszta, gdzie to jest? To, co dzieje się każdego dnia i z każdym dniem powraca: banalność, codzienność, oczywistość, pospolitość, zwyczajność, podzwyczajność, rutynowość, szmer, jak to sobie uzmysłowić, jak to zgłębić, jak to opisać? (...) To, co należy zgłębić, to cegła, beton, szkło, nasze zachowanie przy stole, nasze przyrządy (...). Zgłębić to, co od wieków przestało nas dziwić. (...) Opiszcie waszą ulicę. Opiszcie inną. Porównajcie. Zróbcie spis tego, co macie we własnych kieszeniach (...). Zastanówcie się nad pochodzeniem i przeznaczeniem każdego wyciągniętego przedmiotu. (...) Mało mnie obchodzi, że te pytania są urywkowe, zaledwie zarysowujące pewną metodę, co najwyżej pewien zamysł. Ważne jest dla mnie, że sprawiają wrażenie trywialnych i błahych, bo to właśnie sprawia, że są równie, o ile nie bardziej istotne niż wszystkie pozostałe, poprzez które daremnie próbowaliśmy uchwycić całą prawdę o nas"."

 

Powyższe dwa cytaty pochodzą z tekstu Maricna Sendeckiego pt. Perec, pisarz bez "e"* zamieszczonego w serwisie wyborcza.pl

piątek, kwietnia 10, 2020

Czasy zarazy




Nastały czasy pandemii. Świat zaatakował nowy wirus, Koronawirus, COVID-19. Podobno pierwszy raz stało się to na targu w chińskim mieście Wuhan. Podobno już w grudniu, a może nawet w listopadzie 2019 roku, ale kiedy dokładnie to nie wiadomo, bo władze Chin z początku ukrywały informacje o wybuchu pandemii.

Kilka lat wcześniej również w Chinach pojawiły się jeszcze dość lokalne epidemie wirusów SARS i MERS. Już wtedy ostrzegano świat przed pandemią. W końcu nadeszła i jak to prawdziwa pandemia opanowała cały świat.

Jest 10 kwiecień 2020 r, a według danych Hopkins University na świecie zachorowało na koronawirusa 1,622,049 osób, zmarło 97,192.

Świat zamarł. Nie latają samoloty, granice, bary, puby, restauracje zostały zamknięte coraz więcej firm produkcyjnych wstrzymuje produkcje. Ludzie siedzą zamknięci w domach. Na ulicach pustki i przejmująca cisza. Prawie z dnia na dzień znany nam dobrze świat rozpadł się, jak domek z kart. Niesamowite, ale i przerażające zarazem, jak niejeden horror, czy film apokaliptyczny a może nawet i bardziej.

Wszyscy zadają sobie pytanie: ile to jeszcze potrwa, jak długo, im dłużej tym bardziej nasze przerażenie narasta. Drugie pytanie: jeśli epidemia się skończy to, z jakim światem będziemy mieć do czynienia, jaki świat nastanie, bo z pewnością będzie to zupełnie inny świat niż ten, który znaliśmy dotąd.

piątek, marca 27, 2020

Pisanie fikcji



DSCF7929

Czyż to nie piękne słowa? Zakochałem się w nich i dlatego postanowiłem je tutaj zacytować. Pochodzą z bloga angielskiego pisarza Michael'a John'a Harrison'a:


Writing fiction is such a rest from reality, not because you “get lost in a secondary world” or any of that bullshit, but because of this: you can begin a book by saying, “Wednesday evening at a quarter to six, and the traffic was a little lighter than usual.” Whereas if you said that aloud in the real world, someone would immediately be telling you that, if anything, the traffic was slightly worse today than yesterday. Writing is the pure relief of not having to discuss everything that happens in an attempt to agree the world into being; it is, for instance, the reverse of Twitter. Don’t let anyone tell you there’s anything else to it. In fact, don’t tell anyone you read this & don’t discuss it with anyone.

wtorek, stycznia 21, 2020

Ślady







rozpryski śladów
umiłowane
znienawidzone
zapamiętane
zapomniane
poszukiwane

środa, maja 16, 2018

Jeszcze cytat Don Delillo



cytat z książki Don DeLillo, Thomas DePietro (2005). “Conversations with Don DeLillo”, p.94, Univ. Press of Mississippi

Jeszcze jeden cytat:

Writing is a form of personal freedom. It frees us from the mass identity we see in the making all around us.  /Don DeLillo, Thomas DePietro (2005). “Conversations with Don DeLillo”, p.143, Univ. Press of Mississippi/
Inne cytaty pochodzące z książek Don Delillo lub wywiadów, które zostały z nim przeprowadzone.

Don DeLillo Quotes

Fascynacje Don Delillo



 
Sprawy omawiane przez Delillo to: terroryzm, masy, masy ludzi, może też w końcu - jak chcą niektórzy recenzenci - samotność, świat, jako taki, świat ludzki, globalizacja, lęki, kompleksy, rozpad więzi społecznych, ach jak to patetycznie brzmi, może trudności w zawiązywaniu i utrzymywaniu relacji, klisze, w znaczeniu stereotypy, zabytki, obrazy, sztuka i fotografia, łapanie pozorów, prawdziwa gra pozorów, ucieczka przed rzeczywistością, ale czym jest rzeczywistość - czy to jedno z pytań, które sobie Delilo zadaje? Nie wiem.

Jego książki pociągają mnie może dlatego, że podobne są według mnie, do raportów z socjologicznych badań. I jeszcze z tego powodu, że używa tak plastycznego języka, z uderzających opisów miejsc, sytuacji, uderzających prosto w trzewia. Czytanie bowiem jego książek to, jak patrzenie na doskonały obraz, który zawiera bardzo wiele drobnych szczegółów. Boskie, po prostu boskie, prawdziwa uczta dla czytelnika. Może jest to prawdą, że czasem niektóre jego opisy wydają się być przydługie, męczące, nie powiązane z niczym, a przede wszystkim między sobą, ale nie jest to już tak ważne, jak potrafi się uchwycić się tą unikalną atmosferę, ten klimat jego powieści i się nią rozkoszować.

Poniżej cytuję Delillo, fragmenty jego powieści "Nazwy"

Bez większego trudu dotarłem na granicę starego miasta. Z ulicznego hałasu motocykli i autobusów ku głosom z podłużnego bazaru. Ulica się zwęziła, gdy przechodziłem przez Bramę Lahorską, budowlę z cegły z przypominającymi wieże fortyfikacjami po obu stronach.

Gdy znalazłem się w środku, doznałem wrażeń, a to co innego niż widzenie rzeczy. Uświadomiłem sobie, że idę za szybko, w tempie wypełnionych samochodami ulic, które przed chwilą opuściłem. Miałem wrażenie zwężeń i cieni, brązu, drewna i cegły, twardej ziemi na ulicach. Powietrze było wielosetletnie, martwe, ciężkie i zjełczałe. Miałem wrażenie surowości i stłoczenia, ludzi w wąskiej przestrzeni, mężczyzn w kilkunastu rodzajach ubioru, płynących kobiet, kobiet w sięgających ziemi haftowanych białych zasłonach, szczelina z siatki na wysokości oczu, heksagonalna, by miały widok na pokratkowany świat, sześcioboczna klatka, dostosowywała się do każdego ich kroku, każdego ruchu oczu. Osły dźwigające cegły, dzieci przykucnięte nad otwartymi ściekami. Zerknąłem na swoje wskazówki, skręciłem niepewnie w bok. Przedmioty z miedzi i mosiądzu. Łatacz ołowiu pracujący w cieniu. To była funkcja liniowa starych miast, utrzymać niezmienioną formę,sprawić, żeby czas zawisł razem z wyrobami rymarskimi i motkami wełny. Praca rękodzielnicza, zjełczałe wonie i choroby, czterechsetletnie twarze. Były konie, owce, osły, krowy i woły. Miałem wrażenie, że jestem śledzony.

Znaki w urdu, głosy wołające nad moją głową z drewnianych balkonów. Włóczyłem się przez półgodziny, zbyt wchłonięty przez środek, żeby szukać punktów orientacyjnych, minaretów i kopół Badszahi, wielkiego meczetu na północno-zachodnich obrzeżach. bez mapy nie mogłem nawet nikogo zatrzymać, żeby ustalić przynajmniej przybliżony kierunek. Zagłębiłem się w labirynt zaułków na tyłach sklepików i straganów. Intensywnie świadomy. Amerykanin. Udzielając samemu sobie rad i wskazówek. Kobieta wciskała krowie łajno do okragłych miseczek, żeby wyschło na niskim murku.
 /Don Delillo, Nazwy, Noir Sur Blanc, Warszawa 2012, strona 312/

środa, października 25, 2017

Umysł Nie-umysł


Osho - Jak powstrzymać myślenie




wtorek, kwietnia 18, 2017

rutyna anty-rutyna




szkoda już gadać bo o czym można tak gadać
czy umiem zauważyć zabawną postać w autobusie
wczoraj widziałem zanurzonego w notatkach
matematyka który wraca razem ze mną każdego dnia
autobusem późnym wieczorem do domu

widziałem rozmarzoną dziewczynę która czyta już tak poszarpaną książkę
że wypadają kartki
pana który chodzi to w jedno miejsce to w drugie
zapala papierosa i
też jak ja czeka na przystanku
aż w końcu podchodzi do mnie i pyta
przepraszam, czy to Pan Romuald?

para pijaków jak zawstydzeni kochankowie
dyskutują i przechodzą blisko mnie tak szybko i zwinnie
że dopiero potem uświadamiam sobie że byli pijani

szkoda gadać bo o czym można tak gadać
czy umiem wyjść na ulicę i poczuć zapach czegoś ulotnego
ale jakże nowego
czy umiem zabawić dziecko na ulicy
biec przed siebie nie wiadomo po co i w jakim kierunku

szkoda gadać bo o czym można tak gadać
ale czuje głód rozmowy
taki bolesny



czwartek, lutego 23, 2017

Smutek tropików




kolejny dzień, jak spadające słońce w krainie bezbożników i złodziei
gdzie podziały się te wszystkie jasne twarze i tabliczki z afirmacjami
lektura bloga na temat technik pisania

słońca już nie ma są tylko kałuże snujące się jak rozlewiska Missisipi
chodniki otoczone psim łajnem stają się wyzwaniem dla sprawności mojego ciała

kolejny dzień, w którym nadzieja wychodzi nad bladym świtem i nie chcę powrócić
drobne sprawunki, droga tam i z powrotem
do osiedlowego sklepu

co się zmieniło, gdzie podziałem swój warsztat tkacza z tych młodzieńczych lat
przeczytane książki jedna za drugą spadają obok łóżka

kolejny dzień, w którym wyczekuję na wzrost cen dolara
i otwarcie banków, a tak pozostają mi tanie jadłodajnie
przechodząc obok luksusowych butików wpadam na dwa piwa do osiedlowej knajpy

w nocy snujące się mary i zimne dreszcze
dopełniają egzotyki mojego, jakże zabawnego tańca na linie
chybocze się to na jedną to na drugą stronę

kolejny dzień, w którym wyciągam aparat i robię zdjęcie przystanka autobusowego
słońce nie chce się ukazać i widać tylko plamy kałuż na jezdni
a tak wszystko spowija szara mgła

wtorek, lutego 21, 2017

Rycerz pucharów





Syroliozum - nazwa organizacji okultystycznej w Paryżu - takie zdanie przyszło mi do głowy podczas oglądania filmu "Rycerz Pucharów".

Główny bohater filmu ma na imię Rick.





 A potem już tylko zapisywałem te zdania, które usłyszałem w filmie:

"nie istnieją zasady tylko okoliczności"
"kochaj i rób, co chcesz"
"świat to szambo, trzeba nad nim przelecieć"
"byłeś kiedyś na imprezce ketaminowej..."

czwartek, listopada 24, 2016

Kto włada komunikacją, kontroluje kraj - kolejny raz cytuję Burrougsa




„W historii najpotężniejszą bronią zawsze były nowe formy świadomości. Nowy świat to tylko nowy umysł”. Dlatego transformacja indywidualności ma w sobie wywrotowy potencjał. Za najważniejszą procedurę rewolucyjną uznawał Burroughs poszukiwanie technik odwarunkowania. Usunięcie automatycznych reakcji nabytych w procesie socjalizacji i odreagowanie całej kulturowej przeszłości. Oto cele prawdziwej rewolty, która może doprowadzić do zmiany świadomości, jeśli posłuży się nowymi mediami. Masowa perswazja to obecnie najważniejsza gałąź techniki: „Kto włada komunikacją, kontroluje kraj”. Jej technologie mogą jednak posłużyć wyzwolicielskiemu przeprogramowaniu. Media są dostępne każdemu. Z definicji nie podlegają kontroli. Bywają formą dominacji tylko wtedy, gdy tworzą monopol. Rewolucjonista staje się nomadycznym partyzantem, ale nade wszystko technikiem na froncie nieustającej wojny informacyjnej. Nie może obalić rządu, może zakłócić komunikację i wywołać chaos.




Rafał Księżyk, 23 cięcia dla Williama S. Borroughsa, str. 25









poniedziałek, września 19, 2016

Codzienność nie istnieje






Wszystkie podróże są etnograficzne. Własne miasto, jeśli przestudiujecie je z cierpliwością, ciekawością i metodycznością, z jakim najwnikliwsze umysły prowadzą badania nad wybranym dzikim plemieniem, sprawi wam wiele niespodzianek. Codzienność nie istnieje. Zwyczajność nie istnieje. Sądzicie, że znacie swój pokój? Okaże się, że nawet nie wiecie, skąd pochodzą meble ani kto płaci czynsz.

Nicholas Bouvier „Pustka i pełnia. Zapiski z Japonii 1964-1970” przeł. Krystyna Arustowicz, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2014, s. 295

Płynięcie z prądem






Nie przejmujcie się
Podążajcie z prądem
Jeśli wasze myśli są skrepowane
Tracą świeżość

piątek, stycznia 22, 2016

Władza nie ma granic


Wojeryzm, voyeuryzm, dawniej podglądactwo, oglądactwo – rodzaj parafilii

niedziela, listopada 29, 2015

Witkacy - wizjoner naszych czasów




Na takie znalezisko trafiłem serfując po sieci, o!

Prof. Sokół: nie słuchamy ostrzeżeń Witkacego

- Lekceważymy Witkacego, traktujemy go zbyt lekko, na jego ostrzeżenia o nadciągającej katastrofie odpowiadamy "uśmiechem kretyna" - uważa witkacolog, prof. Lech Sokół. 24 lutego mija 130 lat od urodzin autora "Szewców" i "Nienasycenia".

PAP: Na wrześniowej sesji naukowej w Słupsku zatytułowanej "Witkacy. Co jeszcze jest do odkrycia?" przedstawił Pan referat "Witkacy i świat nowoczesny". Jaki jest stosunek Witkacego do nowoczesności?
Prof. Lech Sokół: Dla Witkacego "nowoczesność", zapoczątkowana rewolucją francuską, to epoka demontażu dawnej kultury opartej na racjonalizmie greckim, prawie rzymskim, spirytualizmie żydowskim i chrześcijaństwie. Dawny świat, gdy historię budowały silne, wybitne jednostki, odszedł na zawsze. Rewolucja francuska pokazała masom ludzkim, że siła jest po ich stronie, co doprowadziło do upadku indywidualizmu. Oznacza to także zanik artystów i filozofów godnych tego miana, a co za tym idzie upadek sztuki i filozofii. 

PAP: Witkacy nie doceniał epoki, w której przyszło mu żyć?

L.S.: Witkacy mówił: zastąpiono niesprawiedliwe ustroje demokracją, która ma niezaprzeczalne zalety, ale prowadzi także, pośrednio, do upadku kultury, sztuki i filozofii. Demokracja, to wszystko, czym się słusznie szczycimy, całe mnóstwo rozwiązań społecznych i technicznych, ma swoją cenę, której większość społeczeństwa nie zauważa. Jesteśmy w miarę bezpieczni, syci, ale gdzie jest istotna niegdyś reszta, gdzie życie bezinteresowne, gdzie wartości i metafizyka? - pyta Witkacy, który stawia sprawę jasno - coś z tym naszym wspaniałym światem nie jest do końca dobrze. Jego diagnozy są skrajnie pesymistyczne. Był katastrofistą, dostrzegającym w pozornym rozkwicie Europy początek jej końca. 

źródło: e-teatr.pl

 i jeszcze coś takiego. Jakże prawdziwe i jakże dobitne!
Nasz wiek nie jest wiekiem informacji, lecz wiekiem histerycznej dezinformacji i wielokierunkowej manipulacji'. Zdzisław Beksiński

źródło: blog agnihotra