Miałem sen. Powiedzieć, że był to koszmar to jakby nic nie powiedzieć. Pierwszy raz odczułem, tak do trzewi, tak do cna, do prawdziwej głębi, że obok mnie czai się prawdziwe zło.
Śniło mi się, że śpię leżąc dokładnie w tym samym łóżku, w którym sypiam co noc. Wszystko wokół mnie było dokładnie takie samo tak jak zwykle jest kiedy kładę się do łóżka idąc spać. Miałem wrażenie, niezwykle dojmujące, że to nie jest sen, a najzwyklejsza rzeczywistość. I w tej oto „rzeczywistości” poczułem wpierw w sposób bardzo delikatny, wręcz z pozoru niezauważalny, że coś się zbliża. Z czasem to uczucie było coraz bardziej dojmujące, a w końcu poczułem je tak silnie, że aż zaparło mi dech, poczułem przeraźliwie narastający strach, tak silny, że wydało mi się, że staje moje serce zaraz stanie z przerażenia.
W pewnym momencie na mojej pościeli przyfrunął duży, wręcz olbrzymi czarny motyl. Wówczas nie wytrzymałem. Krzyknąłem, a moje ciało wygięło się w poł i podskoczyło do góry.
Nigdy wcześniej nie odczułem czegoś podobnego. Odczucie zła, prawdziwego, przejmującego zła było tak silne, że nigdy wcześniej nie czułem tak silnego przerażenia. Rzeczywistość psyche czasem jest tak silna, że przesłania wszystko inne. A może to nie był sen? I rzeczywiście doświadczyłem obecności prawdziwego ZŁA?


