czwartek, stycznia 29, 2026

Pisz w sezonie i poza sezonem

 


Taki fragment dziś wynalazłem.

Zdradzę ci sekret: są redaktorzy, którzy ciągle wyszukują dobre teksty, zwłaszcza od osób, które jeszcze nie zostały „odkryte”. Niezależnie od tego, czy aktywnie piszesz książkę, pracujesz nad projektem, czy też nad nim, kluczowe jest ciągłe pisanie. Ciągłe czytanie. Ciągłe życie. Pisałem latami, nie publikując. Przez lata publikowałem w chrześcijańskich magazynach, nigdy nie otrzymując za to wynagrodzenia. Pisałem i pisałem, a dyscyplina mnie ukształtowała. Przygotowała mnie. Kiedy nadszedł czas, zaproponowano mi napisanie książki, zamiast samemu szukać okazji.

Podobno autor Hunter S. Thompson przepisał na maszynie każde słowo „ Wielkiego Gatsby'ego” , żeby poczuć, jak to jest pisać na takim poziomie. Za każdym razem, gdy czytasz, stajesz się uczniem pisania. Czytanie nigdy nie jest stratą czasu dla pisarza, a pisanie nigdy nie jest stratą – nawet jeśli na zawsze pozostanie w folderze na twoim laptopie.

Pisarze, których kocham najbardziej, to ci, którzy piszą dla przyjemności – którzy pewnego dnia próbują swoich sił w poezji ot tak, po prostu – i nie dzielą się esejem czy wierszem tylko po to, by promować książkę. Naprawdę zależy im na swoim rzemiośle, poza pieniędzmi, jakie mogą dzięki niemu zarobić. Widać to po tym, co piszą i czym dzielą się przez lata. Jeśli naprawdę jesteś pisarzem, będziesz pisał przed i po, nawet jeśli nigdy nie otrzymasz upragnionej oferty wydawniczej.

Jeden z redaktorów działu zakupów powiedział mi, że jego rada dla pisarzy brzmi: „pisz o tym, co przynosi ci radość, a jeśli przyniesie ci to sławę, niech tak będzie…”. Moimi ulubionymi projektami pisarskimi były te, które nie wpisywały się w żaden typowy schemat wydawniczy, ale dawały mi impuls, dając szansę na rozwinięcie mojego głosu, warsztatu, a nawet teologii. Jeśli zawsze piszemy z myślą o publikacji, nie podejmiemy ryzyka niezbędnego do rozwoju jako pisarze. 

Znalezione na So You Want to Write a Book? 

 

sobota, stycznia 03, 2026

Czarny motyl i prawdziwe zło

 



 

Miałem sen. Powiedzieć, że był to koszmar to jakby nic nie powiedzieć. Pierwszy raz odczułem, tak do trzewi, tak do cna, do prawdziwej głębi, że obok mnie czai się prawdziwe zło.

Śniło mi się, że śpię leżąc dokładnie w tym samym łóżku, w którym sypiam co noc. Wszystko wokół mnie było dokładnie takie samo tak jak zwykle jest kiedy kładę się do łóżka idąc spać. Miałem wrażenie, niezwykle dojmujące, że to nie jest sen, a najzwyklejsza rzeczywistość. I w tej oto „rzeczywistości” poczułem wpierw w sposób bardzo delikatny, wręcz z pozoru niezauważalny, że coś się zbliża. Z czasem to uczucie było coraz bardziej dojmujące, a w końcu poczułem je tak silnie, że aż zaparło mi dech, poczułem przeraźliwie narastający strach, tak silny, że wydało mi się, że staje moje serce zaraz stanie z przerażenia.

W pewnym momencie na mojej pościeli przyfrunął duży, wręcz olbrzymi czarny motyl. Wówczas nie wytrzymałem. Krzyknąłem, a moje ciało wygięło się w poł i podskoczyło do góry.

Nigdy wcześniej nie odczułem czegoś podobnego. Odczucie zła, prawdziwego, przejmującego zła było tak silne, że nigdy wcześniej nie czułem tak silnego przerażenia. Rzeczywistość psyche czasem jest tak silna, że przesłania wszystko inne. A może to nie był sen? I rzeczywiście doświadczyłem obecności prawdziwego ZŁA?